Nie wchodząc w detale fabularne, aby nie psuć przyjemności tym, którzy jeszcze nie widzieli, postaram się w kilku słowach podzielić moimi wrażeniami z filmu.
Pierwsze wrażenie – nie jestem na polskim filmie. Gdybym nie rozpoznał aktorów, a oni nie mówili po polsku to mógłby to być film np. amerykański i niestety jest to komplement.
Jednym z moich najpoważniejszych zarzutów do polskiego kina to właśnie rozpoczęcia - nieciekawe i czasami wręcz nudne. Amerykanie nawet jak robią film klasy B (taki jakie widuję w naszej telewizji) to mają przynajmniej rozpoczęcie. Wiedzą, ze trzeba zaciekawić widza, wciągnąć w opowieść. U naszych reżyserów jakoś nie widzę tej świadomości. U nas historia się toczy, toczy i bywa dobra ale zanim się rozwinie – trzeba jej dać czas.
Tutaj od razu coś człowieka intryguje. Długi kadr na twarz, na początku nie wiadomo gdzie jest umiejscowiona akcja i co się stanie przejście do … plus muzyka. Pojawiają się postacie o charakterystycznym wyglądzie, ciekawe, dopracowane. Fabuła jest do przyjęcia i wciąga. Pare fajnych zwrótów akcji i fajne dialogii. Brak uczucia sztuczności ani brutalnego siermiężnego realizmu (w którym jesteśmy dobrzy ale ja mam dość tych „prawdziwych tragedii” które wręcz bolą jak np. „Plac Zbawiciela” nota bene bardzo dobry film).
Film opowiada niewątpliwie dramat. Częściowo symbolicznie, częściowo realistycznie, w sposób nie przesłodzony ale i bez wyrywania paznokci. Po prostu kawał dobrego kina. Wielkie pozytywne zaskoczenie po „Essential Killing” który po fali pozytywnych recenzji i nagród rozczarowuje.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)