Czytam sobie „Historia Świata w zarysie' A. Demandt i wyczytałem tam min., że :
-
„Indianie byli zniewalani i nawracani, albo po prostu zabijani” (str 205) to o Hiszpanach
-
„Indianie nie potrafili wykorzystać tego konfliktu na swoja korzyść ponieważ prowadzili ze sobą wyniszczające wojny...” (str 207) oraz „”po drodze przyłączano także „bezpańskie” ziemie na północnym zachodzie” (str 211) to o zdobywaniu przez białego człowieka ziem dzisiejszego USA.
Ja te zdania z grubsza rozumiem tak :
-
Hiszpanie to krwiożercze bestie która pod pozorem nawracania zniewalały masy ludności, a jak nie mieli na to czasu to dokonywali masowych mordów. (nie była tutaj żadnych wojen pomiędzy plemionami tubylczą ludnością)
-
Anglicy oraz inna napływowa ludność biała na tereny dzisiejszego USA – prowadziła wojny z indianami, ale ci byli strasznie krwiożerczy, nie umieli sobie ułożyć stosunków z białymi, sami się zabijali i w wyniku tego gdy biali szli dalej trafiali na „bezpańskie” ziemie – tylko po co ten cudzysłów?
Najbardziej ciekawe w tym wszystkim jest to, że na terenach postkolonialnych katolików mieszka sporo tubylczej ludności lub mieszanej (do mieszania krwi w terenach postprotestanckich zasadniczo nie dochodziło – książka o tym też wspomina) i ludność ta – choć była niewolona (znaczy przymuszana do nawróceń) to w większości krajów post katolickich jest katolicka, a w krajach post protestanckich? A jest taki kraj USA – szkoda tylko, że nie posiada prawie wcale ludności rdzennej.
Czemu o tym piszę? Gdyż razi mnie jak wielokrotnie spotykałem się z takim podzieleniem tematu.
Okropni/okrutni katolicy i protestnci zdobywcy/niosący postęp.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)