Obejrzałem film i choć mnie nie urzekł tak jak "Drużyna Pierścienia" naprawdę mi się podobał.
Do wad, subiektywnych poniekąd, zaliczam przyjęcie w scenach akcji konwencji filmów o agencie 007 czy też "Die Hard 4"
Do plusów pogłębienie fabuły w tym pokazanie motywacji i antypatii niektórych postaci. Ale nie o tym chce pisać.
Film ten pokazał po raz kolejny, niezrozumiałą, albo co najmniej przesadzoną krytykę widzów którzy poszli na ekranizację książki.
Wychodząc z kina, jeszcze w korytarzu usłyszałem min.
-
Co za kupa, w dodatku kupa w trzech częściach.
?#!
Przez moment chciałem zapytać czym niby film zasłużył sobie na tak druzgocącą krytykę?! Z samej wypowiedzi wynikało, że jej autor widział wcześniejszą trylogię filmową. Zakładając, że tamta mu się nie podobała, czemu poszedł na „Hobbita”? Jeśli mu się podobała, to pod względem zdjęć efektów itd. był to bardzo podobny poziom. Więc?
Można się czepiać fabuły, ale ta znowu wynikała z książki i zmiany w niej zasadniczo były na plus lub neutralne z potencjałem na przyszłość. Nie kojarzę żadnej na minus. Przy większej wierności oryginałowi pewne sceny mogłyby wyjść zdecydowanie słabiej.
Naprawdę żałuję, że nie spytałem. Mogło to też wynikać z zawiedzionych oczekiwań i impulsywnej reakcji wynikającej z charakteru. Ja też miałem zawiedzione oczekiwania, ale byłem świadom, że apetyt był nadmiernie rozbudzony.
W dodatku byliśmy na wersji z dabingiem, my z dzieciakami, a tamten rozczarowany raczej nie. Film co do zasady traci bez oryginalnej ścieżki dialogowej i wybór takiego seansu też powinien to uwzględniać.
II. Druga partia. KRASNOLUDY.
Usłyszałem od znajomych, że kraśki były pomyłką, że zrobili z nich takie skrzaciki co mogłyby koniom grzywy pleść, poza kilkoma wyjątkami. A największym ich grzechem jest brak posiadania BRÓD długich co najmniej do pasa.
Poniekąd zgodziłem się z tym, faktycznie krasnoludy Tolkiena zawsze kojarzyły mi się z brodami do pasa, a raczej wsadzonymi za pas.
Uzmysłowiłem sobie jednak, że to co napisane może brzmieć dobrze, ale jak to się już pokazuje nie musi już tak wyglądać, a poza tym postaci było trzynaście i musiały być jakoś rozróżnialne, zaś mało co tak maskuje postać i czyni ją podobną do innych jak broda zasłaniająca prawie całą twarz poza okolicami oczu w tłumie podobnych.
Nie kojarzę z kina sytuacji by kilka postaci pierwszego planu miało solidny zarost. Myślę, że głównym powodem jest potrzeba rozpoznawalności.
Ja przyznam się, że w filmie lepiej i szybciej rozróżniałem krasnoludów, niż czytając książkę, a czytałem ją swego czasu więcej niż raz.
Pozwoliłem sobie na negację tych skrzatów co koniom mają grzywy pleść, a co do bród powiedziałem „prawo kina”. Niby w czym byli mniej krasnoludzcy niż ci z Hobbita?
Z jednej strony rozumiem całkowicie mojego oponenta. Jako fan ma pełne prawo do fascynacji daną/nymi postaciami literackimi i wszelkie zmiany ich dot. mogą być odbierane przez niego jak działalność obrazoburcza. Jego pełne prawo.
Gdyby film był robiony dla fanów to ponadto byłoby to faktycznie błędem.
Niemniej film był zrobiony dla masowego widza w tym osób, które nie czytały książki i są wychowane w naszej dzisiejszej codzienności.
I tak :
1. Aktor gra przede wszystkim twarzą. Zasłaniając mu jej ¾ ograniczamy jego możliwości znacznie.
2. Większość widzów to wzrokowcy, którzy kojarzą postacie właśnie potwarzy, a postaci jest 13 i powinny być rozróżnialne(czy wręcz muszą). np. 13 Wojownik (wikingowie, zasadniczo raczej chłopaki mieli brody, gość bez zarostu w tamtej kulturze to chłopak/dzieciak), a jednak nikt nie czepiał się, że wszyscy z pierwszego planu zarostu nie miały albo niewiele.
3.Broda do pasaw opisie, zwłaszcza dobrego autora może brzmieć klimatycznie, czy tak wygląda? A co ważniejsze czy tak wygląda dla większości dzisiejszych widzów? Zasłania nie tylko twarz, prawie cały tors, Wciśnięta za pas ulega wyciąganiu przy prawie każdym ruchu głowy. Przeszkadza przy wielu działaniach. W tekście pisanym jest to pomijalne, w obrazie nie.
4.Kili i Bombur– niby chłopaki bez bród.Bez bród?Powiem tak, obstawiam w ciemno, że gdyby ktoś ich zobaczył na ulicy, to na 10 spytanych czy mieli brodę 9ciu odpowie, że mieli a 10ty to mój przyjaciel, fan krasnoludów ;-). Oczywiście obiektywnie jeden ma kilkutygodniowy zarost, a drugi wygolony podbródek z kilkudniowym zarostem, ale za to na reszcie twarzy wielki wąs i zarost, jaki trzeba by hodować chyba z rok, plus fryzura i potężny warkocz. Czy wyglądają jak krasnoludy Tolkiena? Nie. Za to od razu ich zauważyłem w grupie i gdy się ponownie pojawiali kojarzyłem ich jako te same postacie.
Uważam, że ekranizacja powinna trzymać się ducha książki i głównej nici fabularnej, ale wygląd postaci itd. musi być pozostawione do przynajmniej pewnej dyspozycji twórców. Oczywiście zmiany mogą wyjść twórcom na minus, ale mogą i na plus. Zaś niewolnicze trzymanie się fabuły raczej nie jest przepisem na sukces.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)