W gazecie wyborczej przeczytałem recenzję 10.000 PM
"dzięki filmowi wiadomo, że 10 000 PM ludzie dumnie nosili lśniąco białe zęby ,mówili nieskazitelną angielszczyzną; kogo podobne bradnie nie interesują wynudzi się w kinie"
Recenzja ta zachęciła mnie do obejrzenia filmu gdyż, pomijając filmy Mela Gibsona, jeżeli film kręcą amerykanie, to tam mówią po angielsku. Nie ma na to wpływu fakt, że fabuła toczy się np. w starożytnym Rzymie, czy gdzie indziej poza kręgiem języka angielskiego.
Nie przypominam sobie też zbyt wielu produkcji gdzie zadano sobie trud charakteryzacji dotyczący jakości uzębienia. (Oczywiście widziałem "walkę o ogień" ale spuszczam zasłonę milczenia kiedy ją nakręcono) Z uwagi, że lubię częściej oglądać filmy, niż pojawiają się pozycje wolne od w/w wad to takie defekty akceptuję bo muszę.
Ponadto film 10 000 PM kojarzy mi się z produkcją rozrywkową. Zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę wcześniejsze produkcję reżysera. Oczekiwanie, że tego typu produkcja będzie nas uświadamiała jak faktycznie wyglądało (albo raczej mogło wyglądać) życie 10 000 PM to co najmniej nieporozumienie.
"...Wynudzi sie w kinie" ?? z w/w powodów? białych zębów i nienagannej angielszczyzny?!
Film może i jest słaby nie wiem - zobaczę to ocenię. Nie mniej ja nie pisze tu o filmie - nie mam do tego prawa, bo go nie widziałem. Pisze o recenzji - ją ocenić mogę, bo czytałem.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)