Za tę banalną konstatację mój komentarz został usunięty przez jakiegoś niedouczonego głupka. Ale przecież nie można mieć pretensji do głupka, że niedouczony?
Sensacyjny zwrot w sprawie dzieciobójczyni
Jak dowiaduje się nasz sprawozdawca sądowy nastąpił dramatyczny zwrot w sprawie podejrzanej o dzieciobójstwo Magdaleny W. Wczoraj, we wczesnych godzinach przedpołudniowych, w trakcie przygotowań do transportu z aresztu do budynku sądu, Magdalenie W. z pomocą strażnika aresztu sądowego Tadeusza M. udało się uciec po obezwładnieniu konwojenta i kierowcy.
Zbyt opieszale zarządzona ograniczona blokada dróg nie przyniosła rezultatu, a według anonimowych źródeł policyjnych istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że Magdalena W. i Tadeusz M, posługując się fałszywymi dokumentami przekroczyli granicę UE i z jednego z krajów pozaunijnych wyjechali w nieznanym kierunku.
Przypomnijmy, że Magdalena W. jest oskarżona o zamordowanie dwojga swoich nieletnich dzieci. Morderstwo było zemstą za zdradę jej męża, który związał się z młodszą kobietą. Po odkryciu zdrady Magdalena W. z zimną krwią zabiła swoich dwóch nieletnich synów, używając myśliwskiego noża swojego męża, a następnie zadzwoniła na policję i oczekiwała na nich w domu w jednej z nowopowstałych luksusowych dzielnic willowych na obrzeżach Warszawy.
W trakcie procesu wyszły na jaw nieznane publiczności szczegóły z życia Magdaleny W. i jej męża Jasona T. Oboje są dziećmi szefów rywalizującyhc ze sobą gangów z Wołomina i Pruszkowa. Jason T. poznał Magdalenę W. w trakcie przygotowań do śmiałego napadu na dom jej ojca, który miał mu dać punkty do lansu w rodzimej grupie przestępczej. Nastoletnia wówczas Magdalena zakochała się od pierwszego wejrzenia w Jasonie T. i pomogła mu w planach i wykonaniu rabunku. Aby powstrzymać pogoń dokonała swego pierwszego morderstwa dusząc swojego kilkumiesięcznego brata - do zbrodni tej przyznała się dopiero obecnie, w czasie rozprawy.
Policja podejrzewa, że uciekinierzy mogli udać się do jednego z krajów Ameryki Południowej, z którym Polska nie ma umowy o ekstradycji.

Bratobójstwo pod Działdowem
Policję wezwały dzieci ofiary. Jak nam powiedział jeden z policjantów, którzy przybyli na miejsce zbrodni:
- To był najbardziej makabryczny widok, jaki mnie napotkał w czasie mojej służby. Zwłoki ofiary leżały na środku podwórka, a wokół zgromadziły się wypuszczone z chlewa świnie i i odrywały z ciała połcie mięsa. Nie można było patrzeć na straszliwe okaleczenia i rozciągnięte przez zwierzęta nadjedzone wnętrzności.
Drugi policjant opowiada:
- W domu panował nieład, szuflady i garderoby były opróżnione z ubrań, na podłodze leżały sterty rozrzuconych dokumentów i innych papierów, obicia mebli i materace w łóżkach były pocięte i wszędzie leżały kłęby trawy morskiej. Wyglądało to tak, jakby któs czegoś szukał w wielkim pośpiechu.
Dowiadczeni policjanci z komendy wojewódzkiej, nie wykluczając motywu rabunkowego, przeprowadzili wywiad środowiskowy i zaczęli wkrótce podejrzewać o morderstwo brata ofiary. Zamordowany Abel C. i jego brat Kajetan C., zwany Kainem ze względu na wybuchowy charakter, nie żyli ze sobą w zgodzie i dochodziło między nimi często do publicznych, gwałtownych kłótni.
Kajetan C. nie przyznawał się do zbrodni, ale pobrano od niego materiał biologiczny w postaci mikroskopijnej wielkości kropli z czoła. Po zbadaniu okazało się, że była to krew jego brata. Pod ciężarem dowodów Kajetan C. przyznał się do bratobójstwa, ale nawet w czasie procesu nie wyjawił motywów.
Nasz korespondent rozmawiał z najbliższymi sąsiadami braci. Jeden z jego rozmówców, pragnący pozostać anonimowy opowiadał:
- To była wielka niezgoda między nimi od dawna, po tym jak ich rodzice umarli i nie mogli się sprawiediiwie podzielić spadkiem. Abel prowadził gospodarkę tradycyjną, zbożową, Kajetan ciągle porywał się na interesy.
- Parę lat nawet dobrze mu szło - mówił nasz rozmówca - ale potem ceny żywca, bo Kajetan akurat otworzył fermę, spadły, a on nabrał kredytów i nie mógł ich spłacać. Abel drwił publicznie z brata, nazywał go niedorajdą.I mówił, że co z niego za gospodarz, co go nie stać, żeby położyć stówkę na tacy w niedzielę.
Brutalne morderstwo na warszawskiej Pradze wyjaśnione
Kilka miesięcy temu mieszkańcami przedwojennej kamienicy na ulicy Targowej na Pradze wstrząsnęło brutalne morderstwo popełnione przez nieznanych sprawców na jednej z sąsiadek. Śledztwo wykazało, że zamordowana emerytka zajmowała się nielegalną sprzedażą alkoholu. Sprawdzono jej liczne kontakty, wypytywano klientów. którym zapewniono częstokroć bezkarność za popełnione drobniejsze przestępstwa - bez rezultatu. Zakrojone na szeroką skalę śledztwo utknęło w miejscu.
Przełom nastąpił. gdy do praskiej komendy policji zgłosił się dobrowolni jeden z mieszkańców ulicy Białobrzeskiej. Był nim nie posiadający stałego źrdła utrzymania nielegalny imigrant z Rosji, Rodion R. Powiedział on, że do zabójstwa skłonił go lichwiarski dług, jaki zaciągnął u ofiary, Aliny I. Kiedy Alina I. zaczęła coraz natarczywiej domagać się zwrotu pieniędzy, strasząc Rodiona R., że w przypadku niezwrócenia długu poprosi o pomoc ludzi z miastaRodion zdecydował, że pozbędzie się problemu mordując lichwiarkę, nie będąc podejrzany.
W wyniku procesu Rodion R. został skazany na 25 lat więzienia i przekazany do Rosji dla odbycia kary.
Ciekawostką jest, że narzeczona Rodiona R., Zofia M. wystąpiła do władz rosyjskich o zezwolenie na udanie się do Rosji, by móc przebywać blisko kochanka i taką zgodę otrzymała.
Nasza reporterka, Katarzyna Głodna. rozmawiała z sąsiadami mordercy i jego narzeczonej.
- Panie, ten Rusek to tak się nosił, jakby jakimś wielkim panem był, a nie stać go było na papierosy nawet. Chodził w starych łachach z lumpeksu i sypiał na ostatnim piętrze na schodach, tuż przy drzwiach na strych. No, sypiał tam panie, póki go ta Zośka do siebie nie wzięła. Ta jej cała rodzina, ojciec i w ogóle, panie, to swołocz i nędza najgorsza. Pijaki. A u niej drzwi się nie zamykały, panie, co wieczór inny chłop, panie, no wiadomo. No ale, panie, jak ten Rodion się do niej wprowadził, to już poza nim świata nie widziała i ponoć, ja tam nie wiem, nawet tu do cerkwi chodziła, bo tu, panie, jest cerkiew ruska niedaleko, ludzie widzieli.




Komentarze
Pokaż komentarze