Za czasów słusznie minionych krążył taki dowcip: czym się różni demokracja socjalistyczna od zwykłej? Tym, czym krzesło elektryczne od krzesła. W zwartej formie ujmowało to istotę ustroju: forma była jak najbardziej w porządku, natomiast kryjąca się pod nią treść stała w absolutnej sprzeczności z głoszonymi ideałami.
Szczerze i z głębi serca nienawidzę komuny tudzież poprzedzających ją w praktyce idei w rodzaju marksizmu, ale uczciwość intelektualna wymaga przyznania racji Marksowi: historia rzeczywiście powtarza się jako farsa. Przedtem mieliśmy do czynienia z komunizmem, który deptał prawa człowieka deklarując się jednocześnie obrońcą tychże – a teraz pod płaszczykiem kapitalizmu i wolnorynkowej retoryki ma miejsce gangsterka, która z wolną konkurencją nie ma już nic wspólnego nawet z nazwy. Przykłady można by mnożyć, ale jednym z najlepszych jest tu działalność banku Goldman Sachs.
Najpierw przykład z polskiego podwórka. Przez sporą część 2008 roku, kurs złotego względem głównych walut wykazywał, powiedzmy delikatnie, spore wahania – ponieważ nic się aż tak w gospodarce nie zmieniało, co bardziej podejrzliwi zaczęli się zastanawiać: czy ktoś tu aby nie bawi się w krótkoterminowe inwestycje (mówiąc po ludzku: kto spekuluje złotym)?
Po serii oficjalnych zaprzeczeń, rzecznik GS ogłosił w lutym tego roku, że bank zamknął pozycję walutową w polskich złotych – i, o dziwo, wahania kursu zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Można się oczywiście irytować na działania banku, ale powiedzmy sobie szczerze: od hieny ciężko oczekiwać, że zacznie się zachowywać jak delfin. Jak świat światem, spekulanci byli, są i będą – i czego by o nich nie mówić, nie atakują zdrowych sztuk w stadzie.
Tyle że, jak mówią Angole, this is where the plot thickens. Po odejściu z funkcji premiera, Kazimierz “Zetafon” Marcinkiewicz (ukłony dla panów Mazurka i Zalewskiego, którzy ochrzcili tak KM – po wrzuceniu złotówki można, według nich, usłyszeć z jego ust cokolwiek) znalazł się na politycznym bocznym torze. Utracił łaski prezesa SamoDobro i nie bardzo było dla niego miejsce w polskiej polityce – więc “chciał się sprawdzić w biznesie”. Jak biznes, to pieniądze – więc oczywiście świat finansów, a w Europie najbardziej oczywistym miejscem jest londyńskie City.
Nie żeby Zetafon dysponował jakąś przesadnie wybitną wiedzą ekonomiczną albo zdolnościami analitycznymi (w każdym razie jego premierowanie nie pozwala na wyciągnięcie takich wniosków) – ale jeśli zawiera wartościowe informacje, to i dyktafon może zostać zatrudniony. I były premier znalazł w Londynie pracę, choć jego angielszczyzna nie wykracza poza poziom “yes!yes!yes!” – konkretnie w Goldman Sachs, jako międzynarodowy doradca na Europę Centralną i Wschodnią. Tym samym GS, którego zabawy z kursem złotego absorbowały swego czasu Pawlaka.
Ale to jeszcze nie koniec: za rządów Zetafona utworzono Polską Grupę Energetyczną – holding produkujący 40% używanej w Polsce energii elektrycznej. 5 milionów odbiorców, 2 kopalnie, 4 elektrownie, 10 elektrociepłowni, 36 elektrowni wodnych… Niezły kąsek, więc nasz będący w stanie permanentnego deficytu kasy rząd postanowił PGE sprywatyzować. Mimo obecności w rządzie hordy wybitnych ekonomistów, na czele z Jackiem Vincentem, potrzebny był doradca prywatyzacyjny. I teraz zagadka: jaka instytucja finansowa współpracuje z polskim rządem we wprowadzeniu PGE na giełdę?
Tak jest, drodzy Czytelnicy – mający dalej na liście płac byłego polskiego premiera, przyznający się otwartym tekstem do spekulowania na polskiej walucie Goldman Sachs. Można by tu przytoczyć też przykład roli ABN AMRO w prywatyzacji PZU, ale to byłaby felietonowa nekrofilia (kto ciekaw, niech spyta wujka Google’a o kombinację haseł “ABN AMRO”, “Marek Belka”, “prywatyzacja PZU” – dobrej zabawy).
I co? I nic. Rząd niczego nie komentuje, gros mediów koncentruje się na wojnie wrzeszczących staruszków, a dziennikarze jakby nigdy nic pytają oficjeli GS o prognozy dla polskiej gospodarki. Musi ważny człowiek, to i prawdę mówi – poraża mnie ignorancja dziennikarzy ekonomicznych, którzy – po kompromitacji agencji ratingowych i wymuszeniu rozbójniczym, jakiego bankierzy z Wall Street dopuścili się na amerykańskim podatniku – dalej traktują słowa kogoś takiego ze śmiertelną powagą… N
o dobra, powie ktoś, ale co się Banachewicz dziwisz? Polska to słaby kraj i nie jest chyba dziwnym, że korzysta z tego faktu kto może. Owszem, odpowiem – ale dokładnie taki sam mechanizm, tylko na większą skalę, odchodzi w USA. O czym w drugiej odsłonie randki z twórczynią postaci Johna Galta – jak autor się wyśpi.
table.lfmWidget20070724123544 td {margin:0 !important;padding:0 !important;border:0 !important;}table.lfmWidget20070724123544 tr.lfmHead a:hover {background:url(http://panther1.last.fm/widgets/images/en/header/chart/recenttracks_regular_red.png) no-repeat 0 0 !important;}table.lfmWidget20070724123544 tr.lfmEmbed object {float:left;}table.lfmWidget20070724123544 tr.lfmFoot td.lfmConfig a:hover {background:url(http://panther1.last.fm/widgets/images/en/footer/red.png) no-repeat 0px 0 !important;;}table.lfmWidget20070724123544 tr.lfmFoot td.lfmView a:hover {background:url(http://panther1.last.fm/widgets/images/en/footer/red.png) no-repeat -85px 0 !important;}table.lfmWidget20070724123544 tr.lfmFoot td.lfmPopup a:hover {background:url(http://panther1.last.fm/widgets/images/en/footer/red.png) no-repeat -159px 0 !important;}
Nowości od blogera


Komentarze
Pokaż komentarze (4)