Zdarzyło mi się napisać jakiś czas temu o skoku na kasę w wykonaniu amerykańskiego sektora bankowego - zdaniem niektórych program TARP to konieczna pomoc dla fundamentów gospodarki, moim zdaniem to najzwyklejsze w świecie wymuszenie rozbójnicze. Początki Wall Street to tak naprawdę "American Dream" - zarabiane (i tracone) od zera fortuny, kapitalizm w czystej formie. Niestety gdzieś po drodze ten mechanizm się popsuł i dzisiaj siedzi tam banda finansowych terrorystów działających na zasadzie: my zgarniamy zyski, straty pokrywa podatnik (premie w obu sytuacjach to oczywista oczywistość).
Tego typu bandycka etyka wywołuje mój najgłębszy sprzeciw, więc z dużym zainteresowaniem przeczytałem artykuł o podobnym procesie, tylko zachodzącym w odwrotną stronę. Siejący postrach wśród przewoźników morskich somalijscy piraci postanowili zorganizować coś w rodzaju giełdy: kto chce, może zainwestować w dowolną z "załóg" - dołączając do piratów osobiście, dostarczając broń albo po prostu finansując ich działalność. Można się oczywiście oburzać, że to nieetyczne - ale jeśli miałbym do wyboru taki sposób na życie, albo śmierć w wojnie domowej między rządem w Mogadiszu a islamskimi rebeliantami... Ryzyko jest spore, ale przynajmniej człowiek wie, co z tego ma.
Patrzę na tych przedsiębiorczych kryminalistów i przypomina mi się stary dowcip o szczurze i chomiku. Oba gryzonie rozmawiają, szczur się żali: chomik, jak to jest - ty jesteś małym futrzakiem i ja jestem małym futrzakiem, ty masz ogonek i ja mam ogonek, ty masz wąsiki i ja mam wąsiki... I ciebie wszyscy kochają a mnie nienawidzą. Na co chomik: widzisz szczur, bo ty masz ch...wy PR.
Na razie grabiący amerykańskiego podatnika faceci z Goldman Sachsa mają lepszą prasę - pewnie solidniej zainwestowali w PR. Ale gdybym miał wybrać kto mierzi mnie bardziej, zdecydowanie wskazałbym na Blankfeina i jego kolegów. Somalijscy kryminaliści przynajmniej nie opowiadają, że to wszystko dzieło Boże.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)