Wielkie gratulacje dla Fundacji Moma Film i korporacji Ha!art za wydanie zbioru "Nowe legendy miejskie. Praga Północ. Nowa Huta". Rzecz trafiłem zupełnym przypadkiem w Empiku i zrobiła na mnie wielkie wrażenie.
Pomysł "Nowych legend" był następujący: zachęcono dzieci z warszawskich i krakowskich szkół - z Pragi i z Nowej Huty, by napisały legendy o swoich dzielnicach. Podejrzewam, że efekt przeszedł oczekiwania organizatorów. Dzieci pisały między innymi o tym, jak powstało Zoo na Pradze (założyła je Dzika Baba z Mokotowa), skąd się wzięła Praga (od czarownicy Pragencji), o drzewie zjadającym ludzi, o Kanibalu żyjącym w ruderze... Najbardziej zaskakująca była chyba legenda o Bodziu - taksówkarzu, który zdziczał pod wpływem kontaktów z dziką małpą. Autor zakończył legendę podając dokładny adres bohatera: ulica Brzeska, ten numer domu, ten numer mieszkania, ta brama ;-)
Bajki o Nowej Hucie były nieco inne. I pewnie inne dzieciaki tam mieszkają, z innych rodzin. Pragę znam, szczególnie Szmulki, paru moich znajomych chodziło do szkoły nr. 30 i wcale mnie nie dziwi wymowa opowieści. Bajki z Nowej Huty, przynajmniej w zbiorze są o wiele grzeczniejsze, występują w nich księża, diabły święcona woda, są bardziej legendarne.
Na "Nowe legendy.." można patrzeć jak na happening, albo jak na wydawnictwo humorystyczne w stylu "Od przedszkola do Opola". Jednak ja widzę w tym znacznie więcej. Opowieści tych dzieci są bardzo ciekawym materiałem dla socjologów, a w przyszłości pewnie i historyków. Nawet w tym, zapewne niepełnym, wydawnictwie, widać różnice społeczne pomiędzy Nową Hutą a Pragą. Bardzo pouczające jest opowiadanie o locie na księżyc, gdzie najpierw trzeba było zlożyć rakietę, "załatwić" silnik, a potem cały dzień załatwiać sprawy związane z lotem. Opowieści pokazują też, jak dzieci postrzegają szczęście: zwykle legendy kończą się, że "żyli długo i szczęśliwie i mieli mnóstwo dzieci". Do tyczy to także psa - bohatera jednej z opowieści, który wg. autora znalazł sobie sukę i z nią "żył długo i szczęśliwie".
Dla mnie, jako jako weekendowego badacza wczesnego średniowiecza, bardzo ciekawe jest czytanie tych dziecięcych opowieści, których prostotę i naiwność odnajduję w czytanych przeze mnie średniowiecznych kronikach. Dzieci stosują podobne zabiegi, jak objaśnianie nazw od imion dawno żyjących osób, albo przez skojarzenie z innymi wyrazami o podobnym brzmieniu, ale innym znaczeniu (zoo i spółka z o.o.). Także prostota opowieści "bohaterskich", np. o pogromcy duchów Czaszce i o duchach, które chciałby zabić jego dziewczynę ('Chciałybyście' - powiedział im na to Czaszka) przywodzą na myśl fragmenty "Powieści lat minionych", albo innych kronik, czy opowieści o bohaterach ( choćby "Pieśni o Rolandzie").
Na stronie Ha!art jest już informacja o opublikowaniu kolejnej części projektu - "Nowe legendy miejskie. Śląsk".



Komentarze
Pokaż komentarze (1)