Dziś mówi sie o klęsce dyktatur na Bliskim Wschodzie. W salonie24 mamy ankietę, czy czeka nas "demokratyzacja" w Północnej Afryce i Azji Mniejszej. Mam wrażenie, że dzieje się coś zupełnie innego.
"Prezydent" Tunezji, a de facto jej dyktator, Zin Al-Abidin Ben Ali, nazywany w skrócie Ben Alim wywodzi się z ruchu młodotunezyjskiego, z odłamu "postępowego". Partia tegoż ugrupowania do 1988 nazywała się Partią Konstytucyjno-Socjalistyczną (dziś Konstytucyjno-Demokratyczna). Tunezja jest uważana za najbardziej liberalny obyczajowo kraj arabski, w którym dopuszczalna jest wg. prawa duża swoboda dla kobiet (pytanie jak to jest w praktyce...). Tak czy inaczej, obecny establiszment wywodził się z ugrupowania zaszczepiającego w Tunezji wzorce europejskie pod wielkim wpływem dawnego protektora - Francji. Sam Ben-Ali wywodzi się z resortów siłowych, studiował na francuskiej akademii wojskowej, był ministrem spraw wewnętrznych. Ciekawostka - był w latach 80 ambasadorem w Warszawie.
Muhammad Hosni Said Mubarak, zwany Hosni Mubarakiem, prezydent Egiptu, także jest byłym wojskowym. Karierę zrobił nie w służbach specjalnych, ale w lotnictwie. Znów małe polonicum: Mubarak jest odznaczony Krzyżem Wielkiego Orderu Zasługi RP ;-) Ciekawi mnie ilu innych dyktatorów nosi polskie odznaczenia (wiem, wiem, nadawanie takich odznaczeń to taki kurtuazyjny obyczaj dyplomatyczny, bez większego znaczenia). Przewodzi egipskiej partii Narodowo-Demokratycznej. Na stanowisku zastąpił w 1981 zamordowanego prezydenta Sadata. Sadat zaś był tym, który zasiadł na tronie prezydenckim po śmierci Nasera. Egipt szczególnie pod rządami Nasera wszedł w sojusz z blokiem komunistycznym (Mubarak studiował wtedy w ZSRR).
Oba systemy rządów miały pewne wspólne cechy: były (są - w przypadku Egiptu) to ugrupowania zaszczepiające w swoich krajach wzory zaczerpnięte z Europy. Idee najbardziej inspirujące dla nich, to były nacjonalizm i socjalizm. Oba opierały się ostatecznie na sile i biurokracji przeciw własnemu społeczeństwu. Najzagorzalszymi wrogami obu establiszmentów były ugrupowania muzułmańskie (Sadat został zabity właśnie przez islamistów).
Myślę, że to co obserwujemy, to kryzys zaproponowanego po odzyskaniu niepodległości systemu państwowego w tych krajach. Wyczerpuje się formuła przeszczepiania na grunt afrykański pomysłów ideowych i ustrojowych z Europy. Pomysły te nie przyniosły tamtym krajom oczekiwanego poziomu rozwoju. Przeciwnie - wyrodziły się w system wyzysku mieszkanców, oparty na biurokracji i nepotyźmie. Myślę, że o demokracji w formie znanej z Europy można spokojnie zapomnieć. Stanie się tam coś zupełnie innego. Co? Trudno mi powiedzieć, ale sądzę, że w państwach tych znacznie wiecej do powiedzenia będą teraz mieli islamscy tradycjonaliści. Może jakaś powtórka z Iranu?
Tak czy inaczej upadają reżimy, które w jakiś tam kulawy sposób próbowały w swoich krajach zaszczepić kulturę europejską. Stanowiły niejako polityczne przedmurze Europy. Teraz to przedmurze pada na naszych oczach.


Komentarze
Pokaż komentarze (31)