Zwykle staram się w postach unikać tematów w rodzaju Wrzesień 39, czy Powstanie Warszawskie. Taki ze mnie już wyznawca kalizmu, że wolę przypominać o wydarzeniach, kiedy "Kali kraść krowy", a nie "Kalemu kraść". I może to błąd. Wrzesień 39 jest znakomitą historią, w sensie czysto fabularnym. Ta heroiczna fabuła, to jest nasz własny, polski kapitał, którego nikt nam nie może zabrać. Może służyć, przy odpowiednim podejściu, do budowania pozytywnego wizerunku Polski. Nie wierzycie?
Wirtualna Polska zamieściła teledysk utworu 40-1 (co należy rozumieć "Czterdziestu na jednego") szwedzkiego zespołu Sabaton. Numer jest inspirowany epizodem Kampanii Wrześniowej, mianowicie obroną Wizny. Jest to jeden z najbardziej bohaterskich i za razem tragicznych bojów obronnych. Dowódca obrony, ranny kpt. Władysław Raginis popełnił samobójstwo, zaś większość obrońców zginęła w walce. Dysproporcja między obrońcami i atakującymi była gigantyczna. Atakujący XIX Korpus Pancerny Guderiana to było 42 tysiące żołnierzy. Raginis dosponował tylko 720 żołnierzami. Polskie bunkry były jednak niezniszczalne dla niemieckiego lotnictwa i artylerii. Nie dawały się nawet zniszczyć przy pomocy podkładanych bezpośrednio ładunków wybuchowych, dlatego opór trwał aż trzy dni. Obrońcy walczyli do końca. Nie bez powodu nazywano obronę Wizny "polskimi Termopilami".
Ciekawe, że nikt z członków szwedzkiej kapeli nie ma nic wspólnego z Polską. Wcześniej pisali utwory na temat... Rommla i jego kampanii w Afryce, albo na temat rzezi w okopach I Wojny Światowej. Ich zainteresowanie nie ma więc w żadnym razie nic wspólnego z chęcią manifestowania polskiego patriotyzmu, albo z powodu powiązań rodzinnych któregoś z nich. Interesuje ich tylko bohaterska postawa obrońców.
Dla mnie ciekawe jest w tym, że polska historia może być interesująca dla obcokrajówców. Ba, może istnieć w kulturze popularnej. Promowanie naszej historii, która z czysto obiektywnego punktu widzenia jest bardzo ciekawa i emocjonująca, jest wielkim zadaniem naszych instytucji kulturalnych za granicą. Oczywiście trzeba to robić w sposób nowoczesny. Trzeba uderzać właśnie w kulturę popularną, dotrzeć do młodych ludzi, do których tragizm wydarzeń może dotrzeć i ich zainspirować. To jest sposób na promocję Polski.
Na przeszkodzie stoi oczywiście przekonanie ośrodków decyzyjnych, szczególnie związanych z obecną opcją polityczną. Minister Kultury Bohdan Zdrojewski oświadczył jakiś czas temu, że Muzeum Ziem Zachodnich nie jest potrzebne i że o wiele lepszą promocją dla Wrocławia było by muzeum sztuki współczesnej. Proszę zwrócić uwagę na tok myślenia: zamiast oryginalności, zamiast tego, co nasze, ma nas wypromować małpiarskie naśladowanie tego, co robi się na Zachodzie. W taki sposób promocja naszego kraju daleko nie zajedzie. Do kultury popularnej Zachodniej Europy nie wszedł żaden przejaw polskiej kultury popularnej, ani nowoczesnej. Żadna Nieznalska, żaden zespół rockowy, żadna Masłowska. Natomiast ci co na Zachodzie osiągnęli sukces (np. Vader) w ogóle nie są z Polską kojarzeni. Na drugim biegunie jest "Kapela ze wsi Warszawa", grająca polski folklor z nowoczesnym wydaniu i koncertująca z nim na świecie. Czyli można - o ile ma się coś własnego do pokazania. Nasi decydenci muszą pojąć, że żeby wejść do zachodniej kultury i być w niej znaczącym graczem, trzeba wnieść coś oryginalnego, coś swojego. Czymś takim może być nasza historia. Promowanie naszej historii pozwali na przekucie naszej niewątpliwej klęski w sukces. Żydom się udało, może i nam się powiedzie?
Ps. Wywiad zespołu Sabaton dla Rzepy: http://www.rp.pl/artykul/144529.html


Komentarze
Pokaż komentarze (10)