W komentarzach po wizycie min. spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej przeważała konstatacja: Polska i Rosja nie mogą się porozumieć, bo mają rozbieżne interesy. I takie są fakty: Polsce zależy na odsunięciu Rosji od granic Polski. Zależy na tym, aby kraje bałtyckie, a także Białoruś i Ukraina były państwami niepodległymi i silnymi. Taka jest polska polityka wschodnia, ukształtowana głównie pod wpływem Jerzego Giedroycia.
Rosja ma interesy dokładnie odwrotne: jest to ekspansja, przywracanie strefy wpływów, dominacja nad sąsiednimi regionami i torowanie sobie bezpośredniego połączenia z rusofilskimi państwami na zachodzie Europy.
Polska i Rosja nie mają wspólnych interesów. Ale czy tak musi być? Aby powstały wspólne interesy, potrzebne są wspólne wizje i wspólne projekty. "Projekt Kalinigrad" to pomysł na takie właśnie wspólne przedsięwzięcie. Rosyjska enklawa na południowym wybrzeżu Bałtyku służy Rosji głównie jako baza dla armii (jeden z najsilniej zmilitaryzowanych regionów Europy) oraz jako atrakcja turystyczna. A mogło by być inaczej. Morskie połączenie ze wszystkimi krajami strefy bałtyckiej, duże zaplecze Polski i innych krajów UE, niedaleki rynek zbytu Niemiec aż proszą się, aby Obwód Kaliningradzki uczynić przyczółkiem do gospodarczej ekspansji Rosji, aby stał się pomostem między kapitałem zagranicznym a interesami Moskwy. Rosja mogła by stworzyć obszar na wzór Hong-Kongu, z niskimi podatkami, bez ceł wwozowych i wywozowych, bez odgórnego ustalania praw pracowników. Słowem - mały kawałek Chin w sercu Europy. Kawałek Chin, z którego zyski czerpie Federacja Rosyjska, kawałek Chin, który ściąga inwestycje z całej Europy, dla którego naturalnym zapleczem jest Polska i Litwa.
Dla biznesmenów europejskich byłby to wspaniały prezent w postaci miejsca, gdzie mogli by tanio produkować, bez unijnych ograniczeń. Myślę, że sporo mogli by skorzystać Polacy, którzy bardzo dobrze radzą sobie językowo z rosyjskim, mają najbliżej, a także mają już kontakty na najbliższym, polskim rynku zbytu. Jednak jestem pewien, że w tak zorganizowanym raju podatkowym rejestrowały by się firmy z całej Europy. Brak ceł powodował by, że Kaliningrad byłby centrum handlu. Niskie podatki i brak praw związkowych powodowałby szybkie wzrosty fortun inwestujących w regionie biznesmenów. A większe fortuny biznesmenów, to większe zyski dla gospodarza: Federacji Rosyjskiej.
Czyli projekt opiera się na trzech filarach: raj podatkowy ściągający kapitał, niskie podatki ściągające producentów i brak ceł, ściągający handlowców. To recepta na sukces gospodarczy. Pytanie - do czego jest tu potrzebna Polska? Polska i Litwa są tu kluczowe, bo mogą umożliwić łatwe połączenie lądowe Obwodu z Europą i z resztą Federacji Rosyjskiej. Potrzebna jest inwestycja w infrastrukturę: w szybkie połączenia kolejowe i drogowe. Ale to nie koniec. Polska mogła by być adwokatem tej inwestycji wobec Zachodniej Europy, tradycyjnie niechętnej liberalnym pomysłom gospodarczym. Mogła by lobbować za przyjęciem samego Obwodu może nie do Unii Europejskiej, ale do Strefy Schengen. Oznaczało by to zapewne ograniczenia w dostępnie do Obwodu dla Rosjan, ale jestem przekonany, że per saldo i tak Rosjanie wyszli by na tym na swoje. Polska skorzystała by w ten sposób, że nasi producenci zyskali by miejsce do inwestycji pozbawione ograniczeń narzucanych przez Unię. Więcej nawet - zyskali by duży rynek zbytu, na który mogli by upłynniać towary niedopuszczane na rynek Unii. Rozwój Obwodu Kaliningradzkiego mógłby być kołem zamachowym dla rozwoju całej Polski Północnej.
Mamy więc projekt, który mógłby zmienić wzajemny stosunek Polski i Rosji. Więcej nawet, mógłby prowadzić do odwrócenia sojuszy - zsocjalizowana Europa Zachodnia mogła by zacząć traktować Rosję, jak dziś Chiny. Ale było by to równoważone tradycyjnym rusofilstwem z Niemczech i Francji. Powodzenie projektu zależało by od tego, czy Rosja zdecydowała by się wprowadzić prawo dobre dla biznesu w Obwodzie. To oznaczało by pozbawienie władzy największej siły Rosji - biurokracji.
Myślę, że poprowadzenie takiego projektu przez polski rząd było by w Polsce dobrze przyjęte. Polacy wcale nie są takimi rusofobami , jak się ich rysuje. Rzeczywiście, mamy uczulenie na rosyjskie czołgi, ale nie na Rosjan. Mam nadzieję, że politycy w Polsce i w Rosji dojdą do wniosku, że taki wspólny projekt przyniesie więcej dobrego, niż polityka konfrontacji. Piłka tak naprawdę jest po stronie Rosji. Mam nadzieję, że Rosja dostrzeże, że skupiając się wyłącznie na zyskach z surowców wsadza "wszystkie jaja do jednego koszyka". Zbudowanie Hong - Kongu nad Bałtykiem mogło by dać rosyjskim elitom nową kurę, znoszącą złote jajka.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)