To powinna być wiadomość dnia, a tymczasem trzeba ją wygrzebywać spod stosu wiadomości. Temat na pierwszej stronie jest tylko w internetowej Rzepie, na reszcie portali jest schowana pod pod zbiorem niebywale istotnych informacji o Wałęsie, Białorusi i tym podobnych. A tymczasem w Austrii wybory de facto wygrała prawica. I to nie "neoprawica", "chadecja", "neokonserwatyści", "nowa prawica" - ale prawica sensu stricto. W wyborach do parlamentu Socjaldemokracja i Chadecy zeszli poniżej 30% poparcia, co jest najgorszym wynikiem w powojennej historii Austrii. Za to partie prawicowe: Partia Wolności (FPÖ) Heinza Christiana Strachego zdobyła 18% głosów, zaś Sojusz na rzecz Przyszłości Austrii Jörga Haidera – według prognoz 11 proc. Jeśli wyniki sondażowe potwierdzą się, to obie partie razem będą mieć 29% głosów. Prawica staje się więc trzecią siłą na równi z socjalistami i chadekami.
Postulaty, z jakimi prawica szła do wyborów, to sprzeciw wobec polityki integracji z Unią Europejską, oraz zaostrzenie prawa imigracyjnego. Jedno i drugie wywołuje gęsią skórkę u austriackich Prawdziwych Europejczyków, którzy wynik wyborów odczytują jako klęskę. Mnie absolutnie nie dziwi to, że przeciętni Austriacy czują się zagrożeni przez imigrantów. Dwa przykłady: mój kolega jechał sobie samochodem w Paryżu. Nagle jakiś koleś zajechał mu drogę. Mój kolega zatrąbił. Na to gość zahamował i wyskoczył z samochodu, okazało się, że jest ciemnowłosy i smagły, zaczął wrzeszczeć i kopać w samochód. Mój kolega chciał też wyjść i powiedzieć mu do słuchu to i owo (albo i dać w ryja, jak go znam), ale pasażerowie, Polacy mieszkający na stałe w Paryżu przytrzymali go i kazali mu spokojnie siedzieć. "Chcesz dostać nożem w brzuch?" - powiedzieli mu, kiedy spytał ich o co właściwie chodzi.
Mieszkająca w Szwecji koleżanka zwróciła parę razy uwagę sąsiadom - Azjatom, żeby nie śmiecili na klatce schodowej. Na to oni kazali jej się odczepić, bo jak nie, to zarżną ją i jej męża, a córki jej zgwałcą. Oto przyjemności, jakie czekają mieszkańców krajów otwartych na imigracje. Dotykają one nota bene zwykłych ludzi, mieszkających w normalnych dzielnicach, nie zaś elity władzy, mieszkające w drogich domach. Im wszystko jedno, przyjezdni nie będą przecież ich sąsiadami.
Unia Europejska również nie jest odbierana przez Austriaków jako dar niebios. Najwyraźniej wejście Austrii do strefy euro miało więcej plusów ujemnych niż dodatnich, przynajmniej dla przeciętnych obywateli. Jeśli Austriakom się ich zdaniem nie opłaca, to czy opłaca się nam?
Czy w Austrii dojdzie do jakiegoś politycznego kataklizmu, trudno na razie powiedzieć Już w czasie wyborów doszło do zamieszek, kiedy demonstracja Partii Wolności została zaatakowana przez lewaków. Może więc być gorąco. Wg relacji Rzepy: "Odstawić czerwone świnie od koryta! – skandowali zwolennicy FPÖ. Skąd my znamy ten postulat?
Austrię pewnie czeka ostracyzm, że okazał się zbyt mało europejska. Najwyraźniej jednak Austriacy nic sobie z tego nie robią. Przykład dla nas, że można bez kompleksów postawić się Unii, olewając biadolenia Prawdziwych Europejczyków. Po Irlandii jest to drugi kraj, w którym duża grupa obywateli mówi "stop" integracji europejskiej. Czyżby był to początek końca projektu "eurokołchoz"?
Ps. Mały update, już się zaczeło . Jestem pewien, że takich informacji będzie niedługo jedna tygodniowo.


Komentarze
Pokaż komentarze (47)