Jeśli wejdziemy na Wirtualnej Polsce, Onecie, albo innym portalu na artykuł dotyczący IPN, albo zbrodni komunistycznych, nieuchronnie natkniemy się na masę komentarzy w stylu "na to idą nasze pieniądze!", "co za bzdury!" , "Instytut Paranoi Narodowej", "historia nie ma znaczenia, kiedy ten głupi naród to wreszcie zrozumie" i tym podobne. Opinie takie przypisuje się często ludziom młody, czytającym Gazetę Wyborczą i inny liberalno - lewicowe gazety i czasopisma, wyborcom partii liberalnych i lewicowych. Ten pogląd trzeba zrewidować. Ostatnio redaktor naczelny Gazety Wyborczej pokazał, że historia ma kolosalne znaczenie. Że o historię można się spierać i to nawet na sali sądowej.
Adam Michnik pozwał Instytut Pamięci Narodowej o sprostowanie poprzez wykupienie płatnego ogłoszenia informacji o tym, że jego ojciec (chyba przybrany - ale któż to wie, ktoś ma jakiś namiar na porządną pracę o rodzinie Michnika?) Ozjasz Szechter został skazany w 1934 w procesie Łuckim za szpiegostwo na rzecz ZSRR. Żeby było śmieszniej - wg. alternatywnej wersji został skazany za zbrodnię stanu. Czyli tak naprawdę drobny szczegół. Przecież partia do jakiej należał Szechter - Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy, opowiadała się za przyłączeniem wschodnich województw Polski do ZSRR. Dla Adama Michnika z jakichś powodów jest to istotne. Być może chodzi o dokopanie dr. Gontarczykowi, który jest redaktorem problematycznego wydawnictwa „Marzec 1968 w dokumentach MSW”. Akta procesu znajdują się w Łucku na Ukrainie więc spór jest do rozstrzygnięcia. Być może Adam Michnik ma rację.
Wiec ponawiam pytanie - historia ma znaczenie, czy nie ma znaczenia zdaniem redaktora GW i całego środowiska Agory? Wydaje się że właściwa odpowiedź brzmi: zależy dla kogo. Polacy, szczególnie o nastawieniu patriotycznym nie powinni badać swojej historii, bo to ich tylko w patriotyzmie i ksenofobii utwierdza. No i faktycznie, jak człowiek bada historię, to widzi, że Polacy mają prawo czuć niechęć do wielu okolicznych i nie okolicznych narodów. A to w zjednoczonej Europie jest szkodliwe, mamy być narodem przyjacielskim, nie pamiętającym krzywd, z ufnością oddającym cześć (coraz większą) suwerenności centrali.
A z drugiej story, historia ma znaczenie dla p. Michnika. Ważne dla niego jest, czy ojciec był tylko zdrajcą, czy także agentem GRU czy NKWD. Dla Jacka Kuronia również miała, przecież wydał nawet popularną książeczkę wraz z Jackiem Żakowskim "PRL dla początkujących". Książka ta przedstawiała właściwą interpretację historii z punktu widzenia autorów. Czyli jednak historia ma znaczenie. Problem tylko w tym, że IPN podaje wersję historii niewłaściwą z punktu widzenia śp. Kuronia i Jacka Żakowskiego. Historię nie robotniczą, nie internacjonalistyczną, nie postępową, tylko - polską. W historii Polski ojcowie i dziadkowie wpływowych osób mają swoją kartę, ale nie wszyscy chwalebną. Dlatego też IPN jest solą w oku wielu osobom, które chętnie miały by gwarancję, że czyny ich dziadków będą albo zapomniane, albo pokazywane w odpowiednim świetle. IPN jako instytucja niezależna, oderwana od instytucji naukowych pamiętających czasy PRL takich gwarancji nie daje.
Proces mimo wszystko widzę jako klęskę Adama Michnika. Nawet jeśli wygra, to i tak sprawy dotyczące historii powinno się rozstrzygać poprzez publikację historyczne. Dlaczego Adam Michnik - było nie było magister historii - nie napisze, albo nie zleci napisanie pracy na temat swojej rodziny? Czy ma coś do ukrycia? Dlaczego droga publikacji naukowej jest przez niego postrzegana jako niewystarczająca? Ten pozew rodzi wiele pytań, które należało by Panu Redaktorowi zadać. Być może proces jest tylko szykaną wobec Piotra Gontarczyka. Historyków "od Wałęsy" nie udało się kupić ani zastraszyć, ani zakrzyczeć, więc może trzeba ich zniszczyć procesami? Tak czy inaczej dotychczasowa strategia zafałszowania historii poniosła klęskę.
Update: w tym kontekście warto przeczytać ostatni felieton Magdaleny Środy w wp.pl pod tytułem "Sąd nad Jaruzelskim to żałosny akt rewanżu".


Komentarze
Pokaż komentarze (15)