ZUS oczywiście jest ty tylko hasłem, pod którym rozumiemy systemem emerytalny, konkretnie fundusz FUS. Warto przypomnieć jak bardzo szkodliwa jest instytucja powszechnego systemu emerytalnego.
System ten powstał w Niemczech, pod rządami Bismarcka. Podstawowym założeniem systemu emerytalnego była "umowa między pokoleniami". Oczywiście nikt z nas niczego nie podpisywał, ale już tak sie przyjęło w oświeconych środowiskach, że jeśli ludzie pod przymusem płacą podatki, to przekonuje się ich, że robią to dobrowolnie na zasadzie "umowy społecznej" (również nie podpisałem niczego takiego). Umowa ta to prawne wymuszenie obowiązku, który i tak spoczywał na dzieciach od stuleci, że dzieci muszą łożyć na utrzymanie swoich starych rodziców. Wówczas nie wydawało się to problemem, składka emerytalna mogła być niska, bo rodziny były wielodzietne. Jeśli emerytura rodzica rozkładała się na sześcioro jego dzieci, a jeszcze wielu emerytów emerytury nie dożywało, to system mógł wiele lat dobrze działać. I działał.
Niestety, ale jednocześnie powstanie systemu emerytalnego uruchomiło mechanizmy, jakie ich twórcy nie przewidzieli. Okazało się, że opłacało się ograniczać liczbę dzieci. Emeryturę wszak gwarantowało państwo, nie uzależniając jej wypłacania od posiadania licznej rodziny. Być może był to podstawowy błąd przy projektowaniu systemu emerytalnego? W ten sposób zaczęła powoli narastać liczba "pasażerów na gapę" systemu emerytalnego: ludzi, którzy owszem, płacili składki, ale nie zapewnili swoich następców w systemie. Na początku nie był to żaden problem, bo i wymagania co do uposażenia na starość nie były duże, i ilość ludzi ograniczających potomstwo była równoważona przez tych, którzy mieli dzieci w nadmiarze.
Twórcy systemu emerytalnego nie przewidzieli przemian społecznych, które zmieniły model rodziny. Największym wrogiem systemu emerytalnego okazała się pigułka antykoncepcyjna, która spowodowała, że zapobieganie ciąży stało się łatwe i bezproblemowe (a ewentualne skutki uboczne takiego zapobiegania na tyle oddalone w czasie, że nikt nimi sobie głowy nie zawraca). W momencie , kiedy dzietność rodzin spadła do 2, a potem poniżej, okazało się, że następstwo pokoleń zostało zakłócone. Dopiero w tym momencie wyszła na jaw szkodliwość rozdzielenia zabezpieczenia na starość od posiadania rodziny. Taki związek oczywiście wciąż istnieje, przecież ktoś będzie musiał opłacać składki emerytalne, aby system nie zbankrutował. Jednak nikt nie czuje się osobiście odpowiedzialny za dostarczenie społeczeństwu płatników. Innym wynikiem przemian kulturowych w XX wieku jest praca zawodowa kobiet i traktowanie dziecka jako gigantycznej i bardzo kłopotliwej inwestycji, albo wręcz niepotrzebnego balastu.
Optymalne rozwiązanie z punktu widzenia współczesnej, hedonistycznej kultury, to dzieci nie mieć w ogóle, a na starość brać emeryturę, na którą wszak całe życie się pracowało. Problem tylko w tym, że płatników systemu jest coraz mniej, a wymagania wobec uposażenia na starość rosną. Dziadkowie - emeryci wszak nie chcą siedzieć u swoich dzieci, pomagać im w domu i niańczyć wnuki: chcą żyć aktywnie, na swoim, podróżować po świecie i jeszcze korzystać z bezpłatnej opieki medycznej. System emerytalny nie miał tylu pieniędzy i jego zadłużenie rosło. System był (zresztą teraz też jest) utrzymywany dzięki dotacji ze skarbu państwa i dzięki wzrostowi długu publicznego.
Próbą wyjścia z tej finansowej pętli, która zaciska nam się na szyi, miała być reforma ZUS, OFE i tak dalej. Założenie było takie, żeby część pieniędzy nie wrzucać w worek bez dna pod tytułem "bieżące wydatki", ale żeby zainwestować je na giełdzie. W ten sposób ludzie, którzy oczekują wyższego wynagrodzenia na starość za cięższą pracę, mieli zostać zaspokojeni. Oczywiście reforma niczego nie załatwiła, większość środków i tak inwestuje się w obligacje Skarbu Państwa (czyli w ten sam dług publiczny, z którego żyje FUS), a reszta jest inwestowana na giełdzie. Jednak inwestycja giełdowa to nie jest cudowna maszynka do zarabiania pieniędzy - raz się zyska, a raz się straci. Przez lata widzieliśmy wzrost, a teraz widzimy jak się traci. Istota systemu pozostała taka sama: obecne emerytury wypłacane są ze środków wpłacanych współcześnie (i z narastającego długu), a przyszłe będą wypłacane ze środków wpłacanych przez nasze dzieci.
Podsumowując: państwo obiecuje nam spokojną emeryturę, ściąga na ten cel podatek jawny - w postaci składki ZUS i podatek ukryty w postaci inflacji i narastania długu. Jednocześnie ludności w Polsce ubywa. Państwo pozwoliło sobie w ostatnich latach na wyjazd 2 mln obywateli, którzy pracują poza systemem składek emerytalnych. Bardzo wielu ludzi w ogóle pracuje na czarno. Model rodziny pozostaje zaś nastawiony na minimum: 2 + 1, ewentualnie + 2, nie dający nawet prostej zastępowalności pokoleń. Składka ZUS i wysokie opodatkowanie (VAT) powodują, że posiadanie dzieci to poważne obciążenie dla domowego budżetu, powodujące wyraźne obniżenie stopy życiowej, w porównaniu z osobami bezdzietnymi. Dzieci się zwyczajnie nie kalkulują, nawet jak już ktoś chce je mieć. ZUS czerpiąc pieniądze ze składek i budżetu państwa przyczynia się do ograniczenia przyrostu naturalnego, jednocześnie zaś liczy, że w przyszłości obecne dzieci będą na niego łożyć. Stanowi w ten sposób podwójny balast dla społeczeństwa i gospodarki. Po pierwsze powoduje wzrost fiskalizmu i biurokracji (ktoś musi te wszystkie składki policzyć, wklepać do systemu komputerowego, jakiś Krauze jeszcze na tym systemie musi zarobić kokosy). Po drugie obciąża społeczeństwo również demograficznie. Ten system po prostu zżera sam siebie. A my na to płacimy i nasze pieniądze,które mogły by napędzić gospodarkę, za które można by np. zbudować autostrady - są marnowane.
Czy z tej sytuacji jet jakieś wyjście? Niestety, nie widzę takiego. To po prostu musi zbankrutować. Bankructwo ZUS oznacza oczywiście również bankructwo państwa, ale co zrobić? Co poradzić? Zlikwidować składkę, żeby umożliwić wzrost społeczeństwa? Ale przecież i tak trzeba będzie wypłacać emerytury. Zaprzestać wypłacania emerytur? To by dopiero było! Podnieść stawkę ubezpieczenia społecznego tak, aby dług nie narastał? A kto, pytam, tę stawkę będzie płacił?
Podejrzewam, że w Polsce system będzie działał jeszcze długo w najlepsze. Polacy mają jakąś chyba genetyczną właściwość, która pozwala im tkwić bardzo długo w samooszukiwaniu się. Przewiduję, że składka na ZUS będzie systematycznie rosła, natomiast obywatele będą kłamać w zeznaniach podatkowych i zarabiać większe pieniądze poza kontrolą państwa. Państwo pewnie też wypłaci zobowiązania co do grosza, a jakże. Co najwyżej zdewaluuje pieniądz, ale na papierze wszystko będzie się zgadzało. Tak czy inaczej: ekonomii nie da się oszukać. Pieniądze nie spadną z nieba, będzie ich tylko tyle, ile wypracujemy, niezależnie ile wirtualnych pieniędzy wpisze rząd do takiej czy innej ustawy. Dlatego dla mnie ludzie liczący na państwowa emeryturę to idioci. Przy fikcyjności emerytury państwowej, pozostaje znowu liczyć na liczną rodzinę, jak za króla Świeczka.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)