Grim Sfirkow Grim Sfirkow
51
BLOG

Kryzys, Polska i euro

Grim Sfirkow Grim Sfirkow Polityka Obserwuj notkę 10

Kryzys w Polsce jest echem kryzysu w krajach Zachodniej Europy i w USA. Nasza gospodarka i nasz system bankowy nie daje podstaw do pesymizmu. Oczywiście - zahamowanie w innych krajach musi odbić się na naszej gospodarce. Jednak specjaliści zgodnie utrzymują, że gospodarka Polski ma silne podstawy. Jakie są tego powody?

Po pierwsze: odmienna polityka stóp procentowych niż na Zachodzie. Od dwudziestu lat nasi politycy, którzy chcą zrobić obywatelom dobrze, narzekają, że Rada Polityki Pieniężnej nie chce ich wesprzeć w szczytnym dziele drenowania kieszeni przyszłych pokoleń. Słusznie pisze Rafał ziemkiewicz przypominając, że politycy od SLD do PiS i LPR narzekali na to, że wysokie stopy procentowe hamują wzrost, bo gdyby napędzić trochę inflację, to by był większy wzrost gospodarczy. Politycy ci mają w głębokim poważaniu, że byłby to zamach na oszczędności i pensje obywateli. Dziś okazuje się, że to polityka zaniżonych stup procentowych, sztucznie taniego kredytu przyczyniła się do katastrofy.

Po drugie: polskie banki w ogromnej większości nie są polskimi bankami. To oznacza, że rząd ma mniejszy wpływ na nie, niż gdyby miał w nich udziały. Ale to działa także w druga stronę: banki nie mogą spodziewać się od polskie rządu ratującej je interwencji, bo niby dlaczego polski rząd ma chronić niemieckie czy holenderskie firmy? Ta sytuacja niewątpliwie skłaniała banki do ostrożności większej, niż ich centrale w innych krajach. Zresztą banki te, zarabiając dobrze na obsłudze długu rządowego, nie śpieszyły się ze wspieraniem inwestycji małych i średnich firm. I tu dochodzimy do kolejnego punktu.

Po trzecie: polskie firmy, szczególnie te produkujące największą część PKB - małe i średnie, przez lata musiały obywać się bez kredytu bankowego. Dostanie kredytu było trudne, a przedsiębiorca musiał niemal podpisać, że w razie niewypłacalności sprzeda żonę i dzieci. To się oczywiście zmieniło, ale efektem ubocznym tego zjawiska jest stosunkowo mały udział sektora finansowego w polskiej gospodarce. Polacy nie ufają kredytom i całkiem słusznie.

Po czwarte wreszcie: polska gospodarka stoi lepiej niż mówią oficjalne statystyki, ponieważ dysponujemy trudną do oszacowania szarą strefą, a także czarnym rynkiem (paliwa). Bardzo wiele pieniędzy przepływa poza kontrola fiskusa, z ręki do ręki, nawet pomiędzy oficjalnie działającymi firmami. Ta sfera działalności jest odporna na kryzys, bo i tak nie działa na kredyt, chyba ze mafijny.

Większość specjalistów od gospodarki, z chlubnym wyjątkiem Roberta Gwiazdowkiego, które blog niniejszym gorąco polecam, twierdzi, że wejście do strefy euro mogło by nam pomóc przetrwać kryzys, że powinniśmy zrobić to jak najszybciej. Specjaliści ci ignorują fakty, tj. kryzys w jakim pogrążyła się Hiszpania i Irlandia mimo, że zrezygnowały z narodowej waluty. Także duże państwa Unii: Niemcy i Francja, przeznaczyły na ratowanie systemu finansowego grube miliony mimo, że ... są w strefie euro. Więcej nawet, kraje te mają minimalny wzrost gospodarczy, a nie wykluczone jest, że go wcale nie będzie. Dlaczego więc rządy tych krajów naciskają między innymi na Polskę, żeby przyjęła walutę? Odpowiedź brzmi: po to, żeby można było zrobić większy deficyt finansowy, aby dodrukować więcej euro na europejskie życie ponad stan, na wszystkie dopłaty, programy socjalne i tak dalej. Czy to nam się opłaca? Nie sądzę. Niech już Polacy lepiej płacą na własny deficyt budżetowy, a nie paneuropejski.

Popieram prawo własności, JOW, niskie podatki, przejrzyste prawo, karanie przestępców. Jestem przeciw uchwalaniu prawa, którego nikt nie będzie przestrzegał (poza frajerami). Nie mam nic przeciw skandynawskiemu modelowi państwa, o ile jego wprowadzanie rozpocznie się od przywrócenia monarchii.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka