Jestem na świeżo po lekturze "Żywiny" Ziemkiewicz. Jednym z problemów poruszonych w książce jest istnienie i działanie służb specjalnych. Obraz przedstawiony w powieści jest następujący: służby są ukrytym mechanizmem sterującym wydarzeniami społecznymi. Na zewnątrz wszystko wygląd naturalnie, ale po wniknięciu dopiero dostrzega się ukryte mechanizmy sterowania. O służbach specjalnych oczywiście mowa tu w szerokim zakresie, w takim, jak mówi na końcu książki ubek, Witosław Pasztelan: z "Firmy" nie odchodzi się nigdy, najwyżej jest się w uśpieniu. Tak więc służby to nie tylko ubecka sitwa, która wspomaga się, a to przy robieniu biznesu, a to przy wysyłaniu dzieci na studia. To także agencje detektywistyczne, obsadzone oczywiście przez byłych ludzi resortu, którzy pomagają ludziom bogatym rozwiązać problemy w sposób jaki nauczyli się w "Firmie": wrobienie kogoś w przestępstwo, w molestowanie, w chorobę psychiczną nawet. To także wyspecjalizowane firmy pomagające dużym firmom obronić się przed tego rodzaju atakami.
Istnienie służb jako siły ukrytej, która musi działać tak, aby jej istnienie było niezauważalne, jest jak mi się zdaje uwarunkowane dwoma czynnikami. Po pierwsze: musi być istnieć społeczeństwo w dużym stopniu cywilizowane, takie w którym istnieje aparat urzędniczy, jest rozwinięty system prawny i sądowy. Służby rzadko posuwają się do ataku bezpośredniego na czyjeś życie i zdrowie. Częściej chodzi o takie pokierowanie z ukrycia legalnymi mechanizmami, aby wydarzenia pozornie niekierowane przez nikogo, doprowadziły do pożądanego przez zleceniodawcę rezultatu. Drugi warunek: jest to spacyfikowanie społeczeństwa. Służby nie mogły by działać, gdyby społeczeństwo nie było bezbronne wobec mechanizmu urzędniczego państwa. Obywatel doprowadzony do ostateczności mógłby się bronić i spowodować zamieszanie, które jest tym, czego służby potrzebują jak najmniej. Z drugiej strony, w społeczeństwie opierającym się w większym stopniu na przemocy, władza czy ludzie majętni nie potrzebowali by finezyjnych metod manipulowania rzeczywistością, a posłużyli by się zwyczajnie siłą.
Obecna sytuacja nie jest pierwszym momentem w historii, kiedy służby państwowe i prywatne odgrywały znaczącą rolę w kształtowaniu rzeczywistości. Takim czasem był też późny antyk, schyłek Imperium Romanum. System prawny był wtedy coraz bardziej skomplikowany, aparat urzędniczy gigantyczny. Również pacyfikowanie społeczeństwa zaszło daleko: do armii rekrutowano głównie nawykłych do noszenia broni barbarzyńców. Później zaś, gdy barbarzyńcy sięgnęli po władze, ludność miast przyjmowała ich podbój z obojętnością nie siląc się na obronę. Sam termin "agent" również pochodzi z późnej starożytności od terminu "agens in rebus". Analogia do późnego Rzymu nie jest przesadnie optymistyczna, ale nie jest przypadkowa.
Czym właściwie zajmują się służby? Powtórzę: działając za kulisami starają się tak pokierować teoretycznie ślepą machiną biurokracji, demokracji czy ogólnie społeczną, aby osiągnąć jakiś cel. Ich pozostawanie w cieniu ma zasadnicze znaczenie, ponieważ ujawnienie ich istnienia publicznie zmieniło by reguły rzeczywistości społecznej. Ludzie zaczęli by brać w swoich celach i działaniach poprawkę pod istnienia, działanie i interes służb, przez co ich działanie było by co najmniej utrudnione. Tu dochodzimy do zasadniczego zła istnienia i działania służb specjalnych. Służby, mimo czasem decydującego oddziaływania na rzeczywistość, z całych sił starają się nie brać za tę rzeczywistość odpowiedzialności. Gdyby ludzie działając, pracując i planując zdawali sobie lepiej sprawę z ich nieustannego czuwania, działania, poprawiania rzeczywistości, zaczęli by traktować je jako właściwą władzę ze wszystkimi tego konsekwencjami. A władzy się boimy, lecz jednocześnie obciążamy ją odpowiedzialnością za nasz los, domagamy się od niej pomocy i opieki.
W ten sposób służby, oddziałując na rzeczywistość, ale w ten sposób, że odpowiedzialnością jest obciążana władza polityczna (pozorna), są niejako społecznym pasożytem, ale pasożytującym nie na bogactwie materialnym, tylko na kapitale społecznego zaufania. Być może to było jedną z przyczyn upadku Cesarstwa Rzymskiego? Coraz mniej zależało od władzy cezara, prawo służyło temu, kto oferował więcej pieniędzy odpowiednim ludziom, a najpewniejszą drogą kariery było nie ryzykowanie działalności przynoszącej zysk, ale wejście do kasty urzędniczej i kontaktowanie się z odpowiednimi ludźmi? Tak pasożytowanie na kapitale zaufania przeszło w pasożytowanie na bogactwie zgromadzonym przez poprzednie pokolenia?
Nie wiemy na ile w obecnej rzeczywistości decydujące jest oddziaływanie służb. Być może jest takie, jak opisuje Ziemkiewicz, a być może wygląda to inaczej. Można wierzyć w przypadkowość niektórych zgonów, można też podejrzewać, że ktoś dopomógł wydarzeniom (ostatni przykład - śmierć Haidera). Faktem jest, że służby istnieją, że działają, że są wokół nas. W demokracji służby muszą istnieć choćby po to, by uniemożliwić istnienie i działanie innym mafiom. Muszą też pilnować, by do władzy nie doszły nieodpowiednie jednostki, monitorować ruchy skrajne, a nawet inicjować ich działanie (tak jak w Niemczech inspirowały i kontrolowały ruch neofaszystowski). My, zwykli obywatele, jesteśmy wobec nich bezbronni. Jedyna nasza broń wobec nich, to robić to, czego służby najbardziej sobie nie życzą: pamiętać o ich istnieniu.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)