Na moim ulubionym portalu, moja ulubiona felietonistka strasznie się zapieniła. A powód jest następujący: "żądni sensacji dziennikarze" "wyciągnęli z politycznego niebytu" Janusza Korwin- Mikke. Czytamy: "Korwin-Mikke, bardziej niż kobiety, święcił tego dnia swój wielki, choć jednorazowy, medialny come back. Był zapraszany przez różne stacje telewizyjne, a żądni sensacji dziennikarze nie zauważyli nawet, że obecność w mediach (Polsat, Superstacja) szowinisty odurzającego się własnym, chaotycznym bełkotem, którego inspirowało nie tyle święto kobiet, co świadomość medialnej rewitalizacji, jest niczym zapraszanie antysemity w celu podyskutowania o problemach Żydów, czy nazisty w celu uczczenia rocznicy wyzwolenia kraju od faszyzmu".
No cóż, dziwi takie zdanie u kogoś, kto przecież uważa się za liberałkę i powołuje się na Voltaire'a. Trudno nie odnieść wrażenia, że p. Środa jest oburzona, bo zaproszono do mediów kogoś o poglądach diametralnie odmiennych od niej. Dalej p. Środa napisała o straszliwych prześladowaniach kobiet, które polegają na tym, że w telewizji pokazuje się kobiety młode i ładne, a matka musi dokonać wyboru między pracą a macierzyństwem. Zaiste, to ostatnie mnie zastanawia: czy wg. feministek rząd powinien zrobić cud i sprawić, by każda kobieta miała zdolność bilokacji, jak ojciec Pio? Sory, nie da się: albo kobieta stoi przy maszynie, lub siedzi za biurkiem, albo karmi niemowlę. Albo oczywiście zrzuca ten obowiązek na kogoś innego, jeśli ją stać.
Profesora Środa napisała dalej: "Wielka szkoda, że 90. rocznica uzyskania praw wyborczych przez kobiety nie była potraktowana jako okazja do przyjrzenia się dzisiejszym problemom kobiet a zwłaszcza zastanowienia się dlaczego kobiety, które – statystycznie – są lepiej wykształcone, zdrowsze, bardziej zrównoważone, mniej piją, dłużej żyją i więcej troszczą się o innych (zwłaszcza słabszych), dają się reprezentować w polityce, mediach i życiu społecznym przez mężczyzn, którzy są bardziej chorowici, krócej żyją, więcej piją, są gorzej wykształceni i mniej zrównoważeni (co widać po najwyższych osobach w państwie)". No właśnie, jak prowadzić debatę, skoro wszyscy się zgadzają? Jeśli wyrzucić z debaty takiego Korwina - Mikke, to chyba nikt nie wskaże p. Środzie rozwiązania tego dylematu, że brak zdrowia, luki w wykształceniu, picie, i brak zrównoważenia są ceną, jaką mężczyźni płacą za swoja "lepszą" pozycję na rynku pracy i w polityce?
Środa nawołuje do debaty, aby przyjrzeć się jakie dziś kobiety mają problemy. Szkoda tylko, że na samym początku dyskusji chce wyeliminować z niej adwersarzy. Ja bym też chętnie poczytał i podyskutował o sytuacji kobiet, także dawniej. Akurat jest okazja: 90 rocznica nadania kobietom praw wyborczych. Interesujący jest w felietonach p. Środy podejście absolutnie anachroniczne do tej sprawy. Zżyma się na to, że niepodległość nie dała kobietom tego, co jej zdaniem powinny dostać. Tyle, że w porównaniu z innymi krajami dostały bardzo wiele. Środa mogła by napisać, że kobiety w Polsce jako jedne z pierwszych na świecie uzyskały prawa wyborcze (przed USA, UK, Francją, Niemcami...) i że jest na przykład z tego dumna jako Polka. A co napisała? "Niestety, niepodległość ojczyzny nie zaowocowała równością praw, ani tym bardziej równością szans i możliwości".
Podejrzewam, że dla wielu feministek może to być nowość, że Polska w ogóle była wtedy (koniec 19 wieku) w czołówce emancypacji. Szczególnie zabór Rosyjski. Ogromna większość pierwszych studentek na zachodnich uniwersytetach to były Rosjanki i Polki (które zresztą z trudem odróżniano). Miejscowe (tzn. niemieckie, francuskie, szwajcarskie) dziewczęta znacznie rzadziej próbowały swych sił w edukacji. Pani Środa mogła by o tych sprawach pisać, pokazywać zachodniej Europie, że u nas to była emancypacja, nie to co w tym zachodnioeuropejskim ciemnogrodzie. Mi jest to obojętne, wcale nie jestem dumny z tego, że Polska była w szpicy postępu, i że wydała np. taką Różę Luksemburg.
Feministki mogły by o tym pisać, a jakoś nie piszą. Dlaczego? Podejrzewam, że te fakty nie współgrają z lansowanym przez środowisko p. Środy stereotypem, o tym, że kultura polska, szczególnie z powodu panującej religii, sprzyja opresji kobiet. A jak coś nie pasuje do ideologii, szczególnie tej poddawanej przez Zachód, to lepiej to przemilczeć. Poza tym kto by sobie zawracał głowę siedzeniem w archiwach i bibliotekach, psuł płuca od kurzu stuleci i niszczył oczy nad czytnikami mikrofilmów. O wiele lepiej napisać jakąś pracę o tym, jak teorie jakiejś zachodnioeuropejskiej feministki pasują do polskich warunków.
No cóż, dziwi takie zdanie u kogoś, kto przecież uważa się za liberałkę i powołuje się na Voltaire'a. Trudno nie odnieść wrażenia, że p. Środa jest oburzona, bo zaproszono do mediów kogoś o poglądach diametralnie odmiennych od niej. Dalej p. Środa napisała o straszliwych prześladowaniach kobiet, które polegają na tym, że w telewizji pokazuje się kobiety młode i ładne, a matka musi dokonać wyboru między pracą a macierzyństwem. Zaiste, to ostatnie mnie zastanawia: czy wg. feministek rząd powinien zrobić cud i sprawić, by każda kobieta miała zdolność bilokacji, jak ojciec Pio? Sory, nie da się: albo kobieta stoi przy maszynie, lub siedzi za biurkiem, albo karmi niemowlę. Albo oczywiście zrzuca ten obowiązek na kogoś innego, jeśli ją stać.
Profesora Środa napisała dalej: "Wielka szkoda, że 90. rocznica uzyskania praw wyborczych przez kobiety nie była potraktowana jako okazja do przyjrzenia się dzisiejszym problemom kobiet a zwłaszcza zastanowienia się dlaczego kobiety, które – statystycznie – są lepiej wykształcone, zdrowsze, bardziej zrównoważone, mniej piją, dłużej żyją i więcej troszczą się o innych (zwłaszcza słabszych), dają się reprezentować w polityce, mediach i życiu społecznym przez mężczyzn, którzy są bardziej chorowici, krócej żyją, więcej piją, są gorzej wykształceni i mniej zrównoważeni (co widać po najwyższych osobach w państwie)". No właśnie, jak prowadzić debatę, skoro wszyscy się zgadzają? Jeśli wyrzucić z debaty takiego Korwina - Mikke, to chyba nikt nie wskaże p. Środzie rozwiązania tego dylematu, że brak zdrowia, luki w wykształceniu, picie, i brak zrównoważenia są ceną, jaką mężczyźni płacą za swoja "lepszą" pozycję na rynku pracy i w polityce?
Środa nawołuje do debaty, aby przyjrzeć się jakie dziś kobiety mają problemy. Szkoda tylko, że na samym początku dyskusji chce wyeliminować z niej adwersarzy. Ja bym też chętnie poczytał i podyskutował o sytuacji kobiet, także dawniej. Akurat jest okazja: 90 rocznica nadania kobietom praw wyborczych. Interesujący jest w felietonach p. Środy podejście absolutnie anachroniczne do tej sprawy. Zżyma się na to, że niepodległość nie dała kobietom tego, co jej zdaniem powinny dostać. Tyle, że w porównaniu z innymi krajami dostały bardzo wiele. Środa mogła by napisać, że kobiety w Polsce jako jedne z pierwszych na świecie uzyskały prawa wyborcze (przed USA, UK, Francją, Niemcami...) i że jest na przykład z tego dumna jako Polka. A co napisała? "Niestety, niepodległość ojczyzny nie zaowocowała równością praw, ani tym bardziej równością szans i możliwości".
Podejrzewam, że dla wielu feministek może to być nowość, że Polska w ogóle była wtedy (koniec 19 wieku) w czołówce emancypacji. Szczególnie zabór Rosyjski. Ogromna większość pierwszych studentek na zachodnich uniwersytetach to były Rosjanki i Polki (które zresztą z trudem odróżniano). Miejscowe (tzn. niemieckie, francuskie, szwajcarskie) dziewczęta znacznie rzadziej próbowały swych sił w edukacji. Pani Środa mogła by o tych sprawach pisać, pokazywać zachodniej Europie, że u nas to była emancypacja, nie to co w tym zachodnioeuropejskim ciemnogrodzie. Mi jest to obojętne, wcale nie jestem dumny z tego, że Polska była w szpicy postępu, i że wydała np. taką Różę Luksemburg.
Feministki mogły by o tym pisać, a jakoś nie piszą. Dlaczego? Podejrzewam, że te fakty nie współgrają z lansowanym przez środowisko p. Środy stereotypem, o tym, że kultura polska, szczególnie z powodu panującej religii, sprzyja opresji kobiet. A jak coś nie pasuje do ideologii, szczególnie tej poddawanej przez Zachód, to lepiej to przemilczeć. Poza tym kto by sobie zawracał głowę siedzeniem w archiwach i bibliotekach, psuł płuca od kurzu stuleci i niszczył oczy nad czytnikami mikrofilmów. O wiele lepiej napisać jakąś pracę o tym, jak teorie jakiejś zachodnioeuropejskiej feministki pasują do polskich warunków.
Bo gdyby zbadać źródła emancypacji, i sprawdzić gdzie się udawała, to można by wysnuć bardzo nieprawomyślny wniosek, że tam, gdzie społeczeństwo działało lepiej (Wielkopolska) emancypacji w ogóle nie było. A z tego by wynikało, że emancypacja kobiet nie jest wynikiem postępu i rozwoju, ale rozpadu społecznego. A takie wnioski, to już są chyba nazizm i antysemityzm, a'la Korwin-Mikke. Lepiej nie zagłębiać się w historię.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)