Adam Wielomski w felietonie w "Najwyższym Czasie" z zeszłego tygodnia snuje wizę przyszłej Europy naszych wnuków i prawnuków: kraju ścisłej urzędowej kontroli, czipów wszczepianych po narodzeniu wszystkim, administracji będącej uosobieniem socjaldemokratycznego "racjonalizmu", wcielającej racjonalizm w życie i ... wolnych wyborów, a jakże, w których będziemy głosować na polityków odpowiedzialnych i dobranych wg. parytetów. Wizja ta jest jednak optymistyczna. Tak! Ponieważ dr Wielomski zakłada, że przynajmniej w tym systemie będzie wolność seksualna. Czyli wprawdzie wolność polityczna czy gospodarcza będzie iluzoryczna, ale przynajmniej nasze wnuki będą mogły pociupciać z kim i gdzie popadnie.
Nie wiem skąd u realisty Wielomskiego tyle optymizmu? Przecież każda władza, nawet jeśli głosi "wyzwolenie", nie może sobie pozwolić na pozostawienie tak ważnej sfery życia bez kontroli. Niby dlaczego racjonalizm nie miałby regulować i seksu? Przecież już teraz środowiska feministyczne i socjalistyczne domagają się penalizacji pewnych rodzajów kontaktów seksualnych, jako "zniewalających" (prostytucja). Domagają się propagowania antykoncepcji (likwidacja niechcianych ciąż) i używania prezerwatyw (zapobieganie epidemiom). W Unii Europejskiej, będącej wszak ucieleśnieniem marzeń socjalistycznych totalitarystów, na pewno te postulaty będa wprowadzone w życie.
Ponieważ dzięki wszczepionym czipom można będzie kontrolować postępowanie ludzi, można by wykrywać uprawianie seksu bez prezerwatywy. Odpowiednia informacja była by automatycznie wysyłana do ubezpieczalni i składka na ubezpieczenie zdrowotne odpowiednio mnożona. Składka ta mogła by być racjonalnie wyznaczana na podstawie ilości partnerów i partnerek seksualnych, a także stosunków - przecież im więcej seksu, tym większe prawdopodobieństwo, że przyplącze się nam jakieś paskudztwo. I myślę, że będzie to tyczyło się także seksu małżeńskiego. Po pierwsze - dlatego, że małżonka/małżonek mogli się puścić i przed tym racjonalne państwo również będzie nas chciało uratować, po drugie, aby nie było dyskryminacji związków partnerskich. Za dobre prowadzenie się były by zniżki, jak teraz za bezwypadkową jazdę.
Problemem państwa i tych, którzy o nas dbają jest niechciana ciąża. Aby dać nam wszystkim prawo do ochrony przed niechcianym rodzicielstwem, wszyscy będą na wszelki wypadek sterylizowani chemicznie. W produktach żywnościowych będą podawane odpowiednie środki. Może to oczywiście rodzić czarny rynek nielegalnej żywności nieskażonej. Już widzę oczami wyobraźni nielegalne książki kucharskie, których przepisy mają być niezawodnym sposobem na wyeliminowanie antykoncepcji. Bo sama "koncepcja" stanie się w ten sposób towarem poszukiwanym, obdzielanym przez urzędnika. Ktoś, kto chce mieć dzieci, najpierw zdawał by test na rodzicielstwo, czy aby się nadaje. Miałby on wykazać, czy przypadkiem nie spaczy dziecka w pierwszym etapie wychowania. Test zawierałby pytania w rodzaju "Dlaczego bicie dziecka jest zbrodnią przeciw prawom człowieka", lub "podaj pięć przykładów nietolerancji mniejszości seksualnych i etnicznych przez kościół katolicki". Byłby to dodatkowy sposób na wychowywanie ku tolerancji i równości i środek nacisku na ewentualnych dysydentów. Nieprawomyślni nie dostawali by talonów na nieskażoną żywność i na środki wspierające poczęcie (zapewne po długim spożywaniu środku "anty", koncepcja była by znacznie utrudniona).
Najdalej w drugim roku życia dziecko było by zabierane do specjalnego ośrodka, gdzie było by wychowywane w duchu równości i tolerancji. Startowało by w dorosłe życie z takim samym wykształceniem i pulą elektronicznych pieniędzy co wszyscy (żadnego dziedziczenia). Dzięki temu będzie miało prawo do tego, by nie znać swoich rodziców. Teraz dzieci tego prawa nie mają... Oczywiście po uzyskaniu pełnoletniości dziecko będzie mogło zdecydować, czy jednak rodziców chce znać.
Rząd miałby w ten sposób kontrolę nad liczbą przyszłych obywateli. Mógłby racjonalnie tą liczbą zarządzać. Obecnie jest tu wiele przypadkowości, co powoduje kryzysy na rynku pracy, brak miejsc w przedszkolach i szkołach. Rząd mógłby policzyć ilu potrzebuje pracowników w najbliższych latach i na tej podstawie wydać ileś zezwoleń na dzieci. W landach europejskich bardziej liberalnych, mógłby wystawiać takie zezwolenia na aukcję, mogły by też być traktowane jak papier wartościowy: do handlu i spekulacji. Zezwolenia mogły by dotyczyć też konkretnych grup ludności, lub ludzi o specyficznych umiejętnościach. Racjonalny rząd wiedziałby na pewno, że wychowanie to nie wszystko i że część zdolności dziedziczy się genetycznie. Np. brakuje pracowników fizycznych - dajemy zezwolenia na posiadanie dzieci robotnikom. Inwestujemy w edukację i potrzebujemy nauczycieli akademickich - dajemy zezwolenia na posiadanie dzieci naukowcom. Gdyby brakowało chętnych o odpowiednich genach do posiadania dzieci, rząd mógłby wykupywać od obywateli posiadanie dziecka.
Tak widzę przyszłość wolności seksualnej w państwie ucieleśniającym racjonalność. Wolność musi zawsze ustąpić przed uświadomioną koniecznością, dlatego przewiduję regulacje i w tej dziedzinie życia. Jeśli państwo dba o to, byśmy mieli zapięte pasy i nie palili papierosów, to może wymusić na nas także używanie prezerwatyw - zawsze i wszędzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (28)