Zawsze mnie dziwiła miłość zachodniego świata do Dalaj Lamy. Czemu racjonalny zachód, który ze swoimi przesądami rozprawia się bez litości, fetuje kogoś, o kim wierzy się, że jest kolejnym wcieleniem poprzednich Lamów? Niezrozumiałe uwielbienie udziela się także polskim dziennikarzom i zwykłym ludziom. Nie bardzo też rozumiem, czemu osoby, które wg. wszelkiego prawdopodobieństwa są katolikami, tytułują Lamę - kapłana pogańskiej religii - "świętobliwością". Święty, to jest Bóg w trójcy jedyny, więc świętobliwi, to mogą być najwyżej jego kapłani (i to nie wszyscy).
Tłumaczyłem to sobie sentymentem wobec rewolucji '68 roku, która przecież propagowała wschodnią ezoterykę i to pewnie tez jest jedno z wytłumaczeń. Ale prawda jest banalna. Dalaj Lama na lewicowych salonach jest mile widziany ze względu na swoje poglądy (za lewica.pl) "Jeśli chodzi o teorię gospodarki społecznej, uważam się za marksistę. Ale z pewnością nie jestem leninistą, bo Lenin stworzył system totalitarny. [..] Jestem raczej buddyjskim socjalistą" - powiedział o sobie Dalaj Lama.
W sumie nie dziwi mnie to. Tybet przed maoistowskim podbojem był na poziomie gospodarki feudalnej. Socjalizm czy marksizm z feudalizmem ma bardzo wiele wspólnego. Jeden i drugi zakłada istnienie panujących i pracujących, zakłada prymat ideologii nad zyskiem, prymat osobistych kontaktów i ustaleń nad niewidzialną ręką rynku, która ma to do siebie, że nie zawsze kieruje pieniądze tam, gdzie byśmy chcieli. Z tych powodów Lamowie zawsze lepiej będą rozumieć marksizm, niż kapitalizm. Poza tym popieranie socjalistycznego Lamy to policzek dla kapitalistycznych Chin. A kapitalizmu w Europie nie lubimy.


Komentarze
Pokaż komentarze (27)