Spodziewałem się, że wcześniej czy później jakieś moje koszulki historyczne wywołają u kogoś niesmak, albo zostaną wycofane z serwisu. Zresztą sam wymyślałem wzory, mogące prowokować - w moim mniemaniu. Tymczasem kontrowersje wywołały rzeczy, które miałem za "czyste". Ale po kolei.
Najpierw odezwał się do mnie bloger "Stoję i patrzę", ponieważ wypatrzył na moim serwisie stringi z herbem Wielkiego Mistrza Krzyżackiego. Faktycznie, na początku działalności zrobiłem kilkanaście stringów, bo umożliwiał to serwis, z jakiego korzystam (www.spreadshirt.net). Oczywiście na zasadzie "a nuż ktoś kupi", nie zamierzałem się nastawiać właśnie na bieliznę damską i nigdy tego przesadnie nie eksponowałem. Spodziewałem się podobnych problemów, ale raczej z czymś innym, że ktoś z warszawskiego magistratu przypierniczy się o to ;-) Wyobrażałem sobie, że może jakiś fascynat Krzyżaków kupi taki gadżet swojej milejdi - słowem stringi te kojarzyłem zdecydowanie pozytywnie. Zresztą ja bardzo cenię sobie Krzyżaków, Zakon Krzyżacki i to co zrobili - podbój Prus i zrobienie z tego kawałka raczej nieurodzajnych, kamienistych i zalesionych obszarów jeden z najlepiej zagospodarowanych obszarów tej części Europy, przynoszący niemały zysk właścicielowi - Zakonowi, to było nie byle co. Podziwiam. Przy okazji spacyfikowali Prusów nieustannie zagrażających Mazowszu. Pamiętam oczywiście, że zrobili to głównie rękami gości i sojuszników, w tym książąt polskich, niemniej siłą Zakonu zawsze była znakomita organizacja, umiejętność koncentracji sił i znakomite wykorzystanie pieniędzy, jakie przynosiły majątki Zakonu w Zachodniej Europie.
Protest "Stoję i patrzę" był dla mnie o tyle zaskakujący, że był z pozycji religijnych. Krzyżacy - to znaczy Zakon Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego - to wielce szanowana instytucja charytatywna, działająca do dziś. Faktycznie, to prawda. Umieszczenie jej emblematu - nawet historycznego - na bieliźnie, to atak na wiarę, kościół i tak dalej. Uszanowałem uczucia "Stoję..." i przedmiot wycofałem ze sklepu, ale jego argumenty do mnie nie trafiają. Oczywiście używałem symbolu mając na myśli Zakon działąjący w Prusach, w średniowieczu, zakon rycerski, a nie dziś działającą instytucję, która wywodzi się z tej niewielkiej gałęzi zakonu, który nie zgodził się z jego sekularyzacją i odejściem od katolicyzmu. Niemniej w średniowieczu Zakon faktycznie był także instytucją charytatywną - Krzyżacy poważnie traktowali swój pierwszy obowiązek jeszcze z Jerozolimy i zakładali w swoich miastach szpitale i przytułki. Jednak - ci sympatyczni, brodaci panowie najeżdżali i podbijali kraje chrześcijańskie, a co gorsza katolickie. Do ich największych wyczynów należał podbój Pomorza Gdańskiego a także rzeź jaką urządzili w zajętym Gdańsku (gdzie wpuszczono ich jako sojuszników przeciw Brandenburgii). Królowie polscy długo sądzili się z Krzyżakami o te wydarzenia, procesy odbywały się między innymi w świeżo lokowanej Warszawie. Krzyżacy zresztą na Pomorzu nie poprzestali, ale najeżdżali Polskę, sięgając aż pod Kalisz i przejściowo zajmując Kujawy. Z powodu tych wydarzeń, przykro mi, nie potrafię traktować symboli krzyżackich jak symboli regularnej instytucji Kościoła Katolickiego, której emblematy rzeczywiście powinny być pod ochroną z tytułu "wartości religijne". Inaczej każdy idiota, który bierze sobie za symbol coś związanego z kościołem, byłby chroniony ze względów religijnych.
Z drugiej strony, na skutek propagandy powojennej, kiedy to Niemców i wszystko co z nimi związane przedstawiano w jak najczarniejszych barwach, powstała opinia o Krzyżakach przesadna w drugą stronę. I to do tego stopnia, że kiedy pokazałem koszulkę z flagą Zakonu ciotecznemu bratu, on oświadczył, że mu się to kojarzy z hakenkreuzem;-) Dzieje Zakonu Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego domagają się oceny sprawiedliwej - ani nie wyświęcającej Zakon, który jednak łamał własną regułę i prowadził politykę Realpolitick wobec współwyznawców, ani nie pomniejszającej jego sukcesów w walce z poganami i przy zagospodarowaniu podbitych terytoriów.
Niedługo potem miałem rozprawę z serwisem www.spreadshirt.net. Jest to firma, w która udostępnia platformę dla sklepów z koszulkami. Zastrzegają sobie oni weryfikację udostępnianych wzorów pod względem prawnym, a także moralnym, choć słowo "moralność" nie pada zastąpione nowomową o "nie nawoływaniu do przemocy", "dyskryminacji" i "dobrym smaku". Dodajmy - firma jest niemiecka, działa w Lipsku i chyba Gorlitz.
Wśród moich koszulek z pewnością jest trochę takich, które mogły by podpadać po kategorię "nawoływania do przemocy", choć mam wrażenie, że cenzorom trochę brakuje wiedzy historycznej i obycia z polską kulturą. Być może też niemiecki dowcip, jak zapewniał nie raz Stephen Muller, przy polskim jest tępy jak nóż obiadowy przy rzeźnickim tasaku z koszernej jatki. Stąd pewnie nie wzbudziły niczyjego niesmaku takie kwiatki, jak "przyjaźń polsko - niemiecka" czy "Deus le volt". W końcu "przyszła kryska na Matyska", wrzuciłem na sklep koszulkę z plakatem "Wara!", przedstawiający polskiego żołnierza uderzającego karabinem z bagnetem w rękę ze swastyką.
Koszulka po paru dniach zniknęła z zestawu a ja dostałem maila informującego, że wzór "naszym zdaniem narusza granice dobrego smaku". Pokiwałem głową ze zrozumieniem dla tępoty historycznej naszych zachodnich sąsiadów i napisałem maila, w którym wyjaśniłem co oznacza ten plakat. Napisałem też, że tak troszczą się o symbole hitlerowskie, że nie można ich umieścić nawet we wzorze SPRZECIWIAJĄCYM się faszyzmowi, tymczasem bez problemu na serwisie dostępne są symbole komunistyczne - sierp i młot i to raczej w kontekście afirmującym, co narusza polski Kodeks Karny. Pisałem też, że wg ich logiki podręczniki historii także naruszają dobry smak. Dostałem odpowiedź, że... tak! mam rację, ale wicie, rozumicie... Niemcy mają swój smak i swój kodeks karny wg. którego eksponowanie swastyki zawsze jest szkodliwe, a symbole komunizmu kojarzą się pozytywnie. Dlatego koszulki nie będzie. Jeszcze będę negocjować, jeszcze jest taka furtka, że po prostu dokładnie opiszę co plakat oznacza, kiedy powstał i jak go rozumieć. Może się zgodzą? Zobaczymy.
Takie oto miałem dwa przypadki z kategorii: konflikt wartości moralnych z wolnością słowa. Poddaję to pod dyskusję, bo ciekawi mnie zdanie innych: na ile reakcja ludzi zniesmaczonych była uzasadniona?
Ps. Gdyby ktoś jednak zapragnął mieć koszulkę z plakatem "Wara", to niech napisze maila na adres podany na stronie koszulki-historyczne.pl. Zobaczymy co da się zrobić.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)