Wiadomość o tym, że na wyspie Sark u wybrzeży Normandii odbyły się pierwsze w historii, demokratyczne wybory, na serwisie Polskiego Radia znalazła się w tzw. "michałkach", czyli dziwnych, śmiesznych wiadomościach z końca świata. W innych serwisach informacyjnych nie było na ten temat ani słowa, poza Wikinews. Tymczasem jest to koniec ostatniego, autentycznego feudalnego organizmu państwowego w Zachodniej Europie. To, co rozpoczęła rewolucja francuska, na naszych oczach dobiegło końca.
Proszę sobie wyobrazić, że na tej wyspie zagubionej wśród mglistych wód Kanału La Manche niemal do dziś, bez większych zmian, obowiązywało prawo ustalone w roku... 1565! Do niedawna obowiązywało tam wiele przeżytków prawa feudalnego, które w innych rejonach Europy dawno należy do przeszłości, szczególnie w prawie rodzinnym. Przykładowo rozwody na Sark dozwolone są prawnie dopiero od 2003 roku. Do 1999 roku pierwszeństwo w dziedziczeniu mieli synowie, przed córkami. I najlepsze: do niedawna mąż mógł sprać żonę kijem, o ile kij nie był grubszy niż mały palec ręki bijącego (na zasadzie przywileju pan wyspy mógł użyć grubszego kija...). Poza tym obowiązuje prawo, wg. którego pan wyspy wymaga, by każdy lennik miał w domu muszkiet i stawiał się z nim na jego wezwanie do walki z piratami. Ponoć obowiązuje również (formalnie) prawo pierwszej nocy pod nazwą Droit de Seigneur - jednak to informacja z Daily Mail, więc trudno powiedzieć, czy prawdziwa. Sark jako ostatnia w Europie Zachodniej usunęła ze swego prawodawstwa karę śmierci (2004).
System polityczny został ustalony w wymienionym roku 1565. Wyspa została zasiedlona z inicjatywy rodu Cartret. Od tej pory władcy wyspy są lennikami królów Anglii. Głowy 40 rodzin, które wówczas osiedliły się na wyspie jako lennicy rodu Cartret od roku 1579 zasiadają w lokalnym, można powiedzieć stanowym, organie przedstawicielskim. System ten zreformowano w roku 1922, poprzez zwiększenie ilości członków rady o 12 wybieranych w wyborach powszechnych. Do niedawna na wyspie nie było podatku dochodowego, a jedynie doroczny trybut na rzecz pana wyspy, który jest wykorzystywany do celów socjalnych.
Istnienie tej małej, feudalnej organizacji było oczywiście solą w oku wielu postępowców, tematem prasy brukowej, przedmiotem sporów w Anglii. Ciekawe, że ludzie zainteresowani ochroną przyrody, klimatu, zabytków itp nie dostrzegają, że tuż obok nich istnieje unikalny, zabytkowy system prawny, który powinien zostać wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO i otoczony ochroną jak żubr czy orzeł bielik. Rolę wandalów, niszczących bezlitośnie to, co oszczędził czas, odegrali bracia David i Frederick Barclay, właściciele gazety The Daily Thelegraph. Po zakupie przez nich wyspy Brecqhou leżącej w terytorium Sark rozpoczęli kampanię mającą doprowadzić do zmian prawnych na wyspie, tj. do przystosowania jej systemu prawnego do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Trudno powiedzieć, czy bardziej kieruje nimi prawnoczłowiecza ideologia, czy raczej niechęć do wypełnienia feudalnego obowiązku zapłacenia 1/3 kosztu zakupu ziemi (tj. wyspy Brecqhou) panu wyspy? Faktem jest, że tym bezdusznym wandalom udało się to co zamierzyli: w 2008 roku odbyły się wybory do 30 osobowego parlamentu, w którym 28 miejsc jest wybieranych w wyborach powszechnych. 2 miejsca są zarezerwowane dla pana wyspy.
Ale jest światełko w tunelu. Wybory wygrała... partia konserwatywna właścicieli wysp. Może więc na Sark uda się ciekawe przejście: od feudalizmu "realnego" wprost do feudalizmu demokratycznego, tzn. takiego, gdzie ludzie głosują, ale i tak wygrywają wybory ci, co powinni wygrać? Niestety, zabytkiem był właśnie ten feudalizm "realny", a feudalizmu demokratycznego mamy naokoło siebie pod dostatkiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)