Adam Fularz narzeka na blogu "Liberte" na nieistnienie w Polsce liberałów. Cieszy się również tym, że Zieloni tak wiele osiągneli, przy czym są małą partią o niewielkich funduszach, cytuję: "partia mająca kilkuset członków, biuro w zaniedbanej kamienicy i garstkę osób na etatach, tych kilku działaczy aktywnych w codziennej polityce".
W zasadzie chciałem odpowiedzieć pod blogiem Autora, ale - albo mi, albo wszystkim innym zablokowano możliwość komentowania. Widocznie czytanie polemik jest dla liberalnego Autora zbyt wielka traumą - wot liberalizm wschodnio - syberyjski. Postanowiłem więc odpowiedzieć osobnym wpisem.
Po pierwsze: chciałbym autora poinformować, że istnieje w Polsce partia, która od 20 lat stara się walczyć z etatyzmem i nie nastawia się na natychmiastowe zdobycie władzy - tak jak postuluje Autor. Adam Fularz napisał oczywistą nieprawdę: "Nie ma partii, która broni interesu konsumenta, która sprzeciwia się znoszeniu mechanizmów wolnorynkowych w różnych dziedzinach" - otóż jest. Nazywa się UPR. Nie jest to partia liberalna? Owszem, raczej wolnościowa. Taka, która stawia na zaufanie do obywateli i na ograniczenie państwa. Czy sojuch tej partii z Zielonymi jest możliwy? Nie, oczywiście. Bo zarówno ideologia ekologiczna, jak i homoseksualna jest z gruntu antywolnościowa. Zarówno ekologowie, jak i pederaści chcą użyć przymusu administracyjnego w celu wprowadzenia w życie ich postulatów. Gdzie tu jest, przepraszam, miejsce na wolność? Ma być "po ichniemu" i koniec! Jedni chcą, aby firmy i ludzie prywatni zostali poddani urzędniczej kontroli w celu "ekologizowania", drudzy w celu "utolerancyjnienia". Domagają się również finansowania przez państwo propagandy na rzecz ich postulatów. Chcą, żeby nam za nasze własne pieniądze robiono wodę z mózgu.
Dlatego postulat Autora - sojusz "Zielonych" z liberałami jest czysto utopijny. Nie ma możliwości pogodzenia wody z ogniem. Oczywiście, nie wykluczam, że pojawi się w Polsce partia "liberalna" mnie więcej jak PO, która dokona takiego sojuszu. Jednak metka "liberalizm" z nikogo nie czyni liberała, co sam Autor trafnie konstatuje.
Druga kwestia: Autorowi się wydaje, że gdyby liberałowie tworzyli partię, struktury, konsekwentnie starali się osiągnąć coś w polityce, to by coś osiągnęli. Za przykład stawia Zielonych, którzy bez majątku, ale za to z zaangażowanymi działaczami tyle osiągnęli. Niestety, muszę Autora rozczarować. To nie Zieloni coś osiągnęli. To po prostu temat ekologiczny jest ostatnio niebywale modny. Zieloni w zasadzie mogą nic nie robić, wystarczy, że są, bo robotę odwalają za niech media w Polsce, a szczególnie za granicą. Cechą polskiego społeczeństwa jest niewolnicze zapatrzenie na Zachód. Ponieważ na Zachodzie panuje ekohisteria, ostatnio na punkcie globalnego ocieplenia, to temat ten i u nas jest bardzo modny i medialny. Podobnie z homoseksualistami. Gdyby sprawę pozostawić wyłączenie siłom medialnym i finansowym Zielonych - sprawa by nie istniała. Jednak jest Europa Zachodnia, jest USA, jest Holywood, są ludzie wydające na promocje zboczenia grube miliony.
I tutaj również można przytoczyć przykład UPR. Partia działa od 20 lat, finansuje się ze składek członkowskich, chciało by się powiedzieć - wzór działalności obywatelskiej, taka partia powinna po tak długim czasie być bardzo znana, wejść do parlamentu. I co? Oczywiście nic, bo w ustroju demokratycznym pies jest pogrzebany całkiem gdzie indziej. Dla zdobycia władzy, dla opanowania przestrzeni publicznej potrzeba pieniędzy, baaardzo dużych pieniędzy. UPR ich nie ma i to sprawę kończy. Zieloni też ich nie mają, to także grupka zapaleńców, ale ulegają złudzeniu, jak mrówka idąca kolo słonia i mówiąca do niego "ale tupiemy, co?"


Komentarze
Pokaż komentarze (32)