No i Pan Premier jest już prawie byłym premierem – wkrótce stanie się „Prezydentem” Unii Europejskiej. Co to dla niego oznacza – będzie znów przewodniczył, ale tym razem zupełnie innemu gronu złożonemu z premierów i prezydentów (czyli „głów”) Państw – członków Unii.
O kompetencjach tej Rady Unii Europejskiej – stosunkowo młodej instytucji można bez problemów sobie poczytać. Dla Donalda Tuska nowe stanowisko to zasadnicza zmiana. Jako Premier Rządu RP miał do czynienia z mianowanym w gruncie rzeczy przez siebie i uzależnionym od siebie gronem osób (ministrów itp.). Od grudnia ta sytuacja zasadniczo się zmieni – nadal będzie przewodniczył obradom – ale już nawet bez prawa głosu! Nie będzie już możliwe słynne „grilowanie”, połajanki oraz granie roli „dobrego władcy” jak choćby w przypadku ACTA lub otwarcia bramek na autostradzie nad morze. Jako Przewodniczący Rady Europejskiej będzie musiał reprezentować jej stanowisko nawet wówczas, jeśli nie będzie go podzielać!
Jak Donald Tusk wypadnie w tej roli zależy od tego, czy uzna, że osiągnął właśnie szczyt swojej kariery. Jeśli tak – to potraktuje to stanowisko jako wygodną i bardzo dochodową synekurę i być może zapragnie pozostać na nim dłużej niż 2,5 roku. Wydaje mi się to jednak sprzeczne z jego temperamentem. Przecież to Donald Tusk był właściwie najsłabszym „triumwirem” w składzie założycieli Platformy Obywatelskiej – a jednak to on przejął w niej całą władzę. To Donald Tusk skutecznie potrafił ograniczać wpływ na swą partię ludzi, których uważał za swych (nawet potencjalnych) konkurentów. Względy merytoryczne i kompetencje nie grały dla niego większej roli.Wystarczy spojrzeć na skład naszego rządu i dyskusje „kto po Tusku”.
Władza działa jak narkotyk – czy Donald Tusk będzie w stanie bez tego narkotyku wytrzymać? To jednak zupełnie inna droga życiowa, inne doświadczenia i inny charakter niż Profesora Jerzego Buzka.
Wcale bym się nie zdziwił, jeśli Tusk będzie dążył do utrzymania stanowiska w PO, lub przynajmniej do zachowania decydującego wpływu na zarząd partii, bo jedynie to może pozwolić mu utrzymać realną władzę!
Donald Tusk odniósł niewątpliwie osobisty sukces – ale co on oznacza dla Polski?
W sumie niewiele. Poza wątpliwym i raczej chwilowym prestiżem z piastowania przez Tuska tego stanowiska dla naszej Ojczyzny raczej nic nie wyniknie – bo i wyniknąć nie może. Pewny jest za to kłopot związany z faktem, że Tusk nie pozostawia w Polsce godnego następcy. Trwające spekulacje i pojawiające się kandydatury tylko to potwierdzają. Aktywny udział w wyborach Donalda Tuska już jako przyszłego „Prezydenta Europy” w samorządowej kampanii wyborczej może wzmocnić (i chyba to jest celem) jego pozycję w strukturach partyjnych, a to będzie kluczowe dla zachowania przez niego rzeczywistej władzy w Platformie Obywatelskiej. Możliwe jest więc powtórzenie przypadku AWS-u, choć oczywiście w innej konfiguracji.
Jeśli chodzi o rząd, to niewątpliwie również decydujące znaczenie będą miały wyniki wyborów samorządowych.Pomimo entuzjastycznych wypowiedzi o kandydatkach i kandydatach na stanowisko premiera raczej trudno znaleźć wśród nich osobę o wystarczającej samodzielności i wyczuciu politycznym. Do sprawowania funkcji szefa rządu konieczna jest również pewna charyzma – a osoby nią dysponującej również raczej nie widać. Należy się więc spodziewać walk wewnętrznych w PO, chyba, że Tusk zdoła opanować sytuację w stopniu umożliwiającym mu arbitralne wyznaczenie zastępcy, który zostanie zaakceptowany przez aparat PO.
Podsumowując – mamy do czynienia z osobistym sukcesem Donalda Tuska, natomiast za tym sukcesem mogą pójść problemy wewnętrzne w Polsce. Euforia związana z mianowaniem Tuska szybko przeminie – i trzeba się będzie zmierzyć z realną rzeczywistością.
243
BLOG




Komentarze
Pokaż komentarze (3)