Jarosław Kaczyński odkrył przed dziennikarzami dwie tajemnice [rewelacje]. Pierwsza to taka, że politykom chodzi o władzę i druga związana z tą pierwszą - nie trąbił w latach 90tych o dokumentach świadczących, że Wałęsa to Bolek [oryginalnych, odręcznie spisanym raporcie potwierdzonym analizą grafologiczną]
Na początek - zrozumiały szok nt władzy. Tuskowi i PO chodzi o miłość.
Dalej już gorzej. Nie ma komu układać lidów, redagować i adjustować jednolitych komentarzy. Balagan.
Mamy więc z jednej strony: cyniczny karierowicz Kaczyński zataił prawdę dla osobistej kariery, teraz wykorzystuje znowu dla celów politycznych PiS'u - zdobycia wladzy [pierwszy lepszy nius z GW http://wyborcza.pl/1,75478,5399810,Cyniczna_pamiec_Jaroslawa_Kaczynskiego.html]
Z drugiej strony wypowiedź Żakowskiego z popołudnia w tvn [cyt z pamięci]. Żakowski komentuje, że dyskrecja, nie podawanie do publicznej wiadomości przez Kaczyńskiego [widziane oryginały Bolka], Kwaśniwskiego [zaginione dokumenty od Bolka] mają świadczyć o dbałości o interesy państwa, rację stanu.
W tv był też Kozłowski Krzysztof. Moje wnioski z jego cedzonych zdań - akta dotyczące m.in. Bolka są spalone/zniszczone, amen, spopielone. Ma tę pewność Kozłowski, stąd taka pewność Wałęsy, że nie zachowały się oryginały.
W tym miejscu wrócę do linki z GW. Autor Adam Leszczyński, trzeba zauważyć, że pilnym uczniem Maleszki musiał być, z tymże, zbyt toporny jest.
Na argument Kaczyńskiego, że nie mógł ogłosić tego co widział [oryginały], bo jak mówi: "zostałbym zdezawuowany i uznany za człowieka niezrównoważonego psychicznie, nie mówiąc już o zdradzie tajemnicy państwowej"
AL odpowiada : "Wątpliwy argument. W latach 90. był politykiem zmargnalizownym, o tak ugruntowanej reputacji lustracyjnego radykała, że oskarżenie Wałęsy nie zmieniło by jego sytuacji."
Toporność wytłumaczymy A.Leszczyńskiemu : skoro był zmarginalizowany JK - kto by go wysłuchał?, kto by go w tv pokazał? więc do kogo by to dotarło? co by zmienił? - tego pytania sobie AL nie zadał szukając argumentu, a to bardzo dobre pytanie....
Naruszenia tajemnicy państwowej w ogóle nie rozwijam, bo to oczywista oczywistość. Nawet przy książce niedawno wydanej, IPN musi się tłumaczyć na podstawie jakiech art. ustaw dostali dokumenty dot. Bolka.
Tu może dygresją przy dygresji: jaki los byłby książki C&G, gdyby ze stemplem IPN nie była wydana? Marny los, gdzieś by krążyła w drugim obiegu, a autorzy byliby w 5 min. zasypani pozwami.
Wracając do K.Kozłowskiego. Jego zdaniem, strasznym czynem, donosicielstwem godnym potępienia, było podanie do publicznej wiadomości przez Bronisława Wildsztajna i grupy przyjaciół informacji o Maleszce, jego agenturalnej przeszłości. Jak to powiedział Kozłowski - "prywatnego śledztwa" czy coś podobnie. Więc jak by Kaczyńskiego Kozłowski nazwał, gdyby "doniósł" na swego prezydenta? Może na to pytanie niech odpowie Adam leszczyński z GW.
W związku z tym, że brak Maleszki jak widać jest odczuwalny, mam propozycję. Słyszałam dzisiaj o serwisie telefonii komórkowej, gdzieś w USA chyba - chodzi o to, że siadają sobie ludzie i zamawiają hamburgera, ale nie wiedzą czy on zdrowy jest ten hamburger, więc robią sobie jego zdjęcie i wysyłają dietetykowi, który [ jak się głupkowato domyślam ma siedzieć gdześ tam z drugiej strony anteny], bada zdjęcie i wysyla odpowiedź co sądzi o tym hamburgerze i czy głodny przy stole ma go zjeść czy nie zjeść. I wlaśnie tak sobie wymyśliłam, że może zatrudnić Maleszkę jako taki serwis ememesowo-esemesowym. Pytający wysyłali by mu zdjęcie Kaczyńskiego np., a Maleszka rozsyłal by jednolite odpowiedzi zjeść go czy nie.
aaa, bym zapomniała. Wałęsa rzucił, żę na 90% zaginione dokumenty z teczki Bolka to prowokacja Macierewicza. No i sami widzicie, gdyby tę wiadomość rozesłać do Żakowskiego, Leszczyńskiego, Wałęsa sam nie musiałby się wygłupiać. Od razu poparły by go i potwierdziły ałtorytety. Brakuje koordynacji...
55
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (24)