Muszę o tym napisać, bo smieszą mnie Klichowo-otoczeniowe niewinno-tajemnicze wyliczanki ile czego i co faktycznie brakuje. Dobrze wiedzą czego brakuje, wiedzieli przed akcją, że tych 50 teczek będa szukać, te były najważniejsze. W 5 min po akcji odbicia akt, Klich niby nie wie ilu dokumentów brakuje, ale rzuca proroczo, że być może 200 dokumentów, z Iraku telepatycznie tak rzuca.
No i masz! okazuje się po sprawdzeniu, faktycznie 50 teczek = 200 dokumentów :) Niech mi tu Klich numery totolotka poda, mailem zaszyfrowanym.
Niepowiem, ciekawa jestem co to za dokumenty [zniknięte], jakich osób dotyczą, bo nie trzeba być Ludlumem, żeby dojść do przekonania, że te osoby pociagają za sznureczki niejedne. Przy czym, rękami Klicha próbuja prośba i groźbą je odzyskać. Raz proszą ładnie, drugi straszą, że ujawnią kto teczki przetrzymuje itd.
Hehe, musi mieć Macierewicz satysfakcję jednak. Nie może ich [tych z teczek] bezpośrednio ugryźć, ale widok determinacji próbujących je odzyskać też sparwia satysfakcję.
Dziwi mnie, że żaden dziennikarz nie drąży jakie to teczki.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)