79 obserwujących
543 notki
735k odsłon
  1310   2

„Vivat Maj, 3 Maj!”, czyli co by było gdyby?

Trzeba koniecznie dodać, iż nasza Konstytucja nie miała charakteru dzieła zamkniętego. Miała być uzupełniania w miarę powstawania nowych praw. Co ciekawe wiele z nich było już gotowych i należy przyjąć, że znalazłyby się w ustawie zasadniczej lub stałyby się prawami okołokonstytucyjnymi, gdyby los był dla nas nieco łaskawszy. Tak na przykład miano wprowadzić systematyczne spisy ludności, swoistą „Deklarację Praw Człowieka”, stałe i egzekwowane przez specjalne służby podatki, prawo o wymogach w zakresie zmian konstytucji, szczegółowe przepisy w zakresie wychowania i edukacji następców tronu, wielką reformę dotyczącą stosunku państwa do Żydów (na bazie opracowania M. Butrymowicza pt. „Sposób uformowania Żydów polskich w  pożytecznych krajowi obywatelów”), prawo o inwestycjach państwowych i rozwoju przemysłu obronnego, ustawę o edukacji powszechnej itd. itp.

Patrząc na omawiany projekt z dzisiejszej perspektywy nie jest ławo dostrzec śmiałości planów naszych antenatów. Warto jednakże pamiętać, że w takich krajach jak UK, Hiszpania, Niemcy, Dania, Austria czy Szwecja, ocenianych obecnie jako państwa ówcześnie wzorcowo zorganizowane i pełne obywatelskiej wolności, zapisy polskiej ustawy zasadniczej wzbudziły przestrach i niedowierzanie. Nie wspominam o Rosji czy Turcji, bo to zupełnie odrębne światy, ale wystarczy nadmienić, że w większości tych krajów aż po współczesność chłopi nie byli uznawania za członków narodu, mieszczanin mógł tylko pomarzyć o zasiadaniu na państwowych urzędach lub noszeniu oficerskich dystynkcji, a innowiercy byli prześladowani albo nawet karani śmiercią za przynależność do niedominującej konfesji aż po sam koniec XIX stulecia. Naprawdę nasza Ustawa Zasadnicza to było w pełnym tego słowa znaczeniu  „COŚ”!

Verum! Przejdźmy teraz do innej zagadki. Zastanówmy się mianowicie: czy rozwiązania wpisane do polskiej konstytucji z maja 1791 r. miałyby jakiś pozytywny wpływ na stan państwa i narodu. Z całym przekonaniem można odpowiedzieć: tak! Przede wszystkim z tego powodu, że odsuwały od wpływu na decyzje polityczne całą masę rozedrganych, żądnych zysku, skłonnych do wyprzedawania swych wątpliwej jakości zdolności i dusz całych zastępów szlachciurów, oferujących swoje usługi każdemu kto skłonny był zapłacić. Za wsparcie, za tumult, za zdradę. Coś na kształt dzisiejszego drobiazgu politycznego, pozbawionego wszystkich przymiotów prócz szacunku dla pieniędzy. Ruch ten ograniczał znacząco możliwości magnatów w zakresie rozmontowywania państwa i wysługiwania się ościennym potęgom. A to w połączeniu z wprowadzeniem zasady dziedziczności tronu znakomicie ograniczało podatność Rzeczypospolitej na wpływy obcokrajowców. Podobnie wprzęgnięcie w rydwan państwowy całych mas mieszczan wzmacniało siły witalne społeczeństwa oraz jego ekonomikę i zdolności militarne. Zauważanie stanowiącej ok. 75-80% populacji warstwy chłopskiej także było godne podziwu, gdyż jawiło się jako pierwszy krok na drodze uobywatelnienia i związania z losami państwa Iwana spod Bracławia, Vytautasa z okolic Kiejdan i Macieja żyjącego pod Kielcami.

Już tylko te elementy mogłyby zainicjować wykształcenie się nowoczesnego narodu, w którym sprawy publiczne nie byłyby li tylko w kręgu zainteresowania wąskiej grupy szlachty (i duchowieństwa), ale zostałyby uznane za swoje także przez masy mieszczan i włościan. A wtedy wchodzenie w spór czy otwarty konflikt z Rzeczpospolitą byłoby wielkim oraz naprawdę niebezpiecznym wyzwaniem dla każdego sąsiada. Bo to właśnie poprzez „zainfekowanie” obywatelskością szerokich rzesz Francuzów i gremialne włączenie się ich w proces obrony rzeczy wspólnej spowodowały, iż potężne koalicje nie były w stanie pokonać rewolucyjnych sił Francji. Ba! Zarówno Anglia, jak i Prusy, Austria, Hiszpania itd., musiały uznać przewagę Paryża. Od 1791 r. Polska była na dobrej drodze, aby uzyskać ten sam efekt. Prócz tego miała odpowiedni potencjał, bo wciąż zamieszkiwało ją ponad 11 milionów mieszkańców, a dodatkowe 4 miliony (zabrane w I rozbiorze) z Galicji, Wielkopolski, Pomorza i północno-wschodnich kresów czekały jedynie na włączenie się w akcję uzdrowienia Rzeczypospolitej.

Bez zbędnych ceregieli zaryzykuję opinię, że gdyby naszym przodków dane było korzystać z dobrodziejstw Konstytucji 3 Maja przez 15 lub 20 lat Polska stałaby się jednym z najnowocześniejszych i najsilniejszych krajów Europy i świata. W razie utrzymania niepodległości do czasów napoleońskich mogłaby – przy współdziałaniu z Francuzami  - stać się najsilniejszym państwem Europy środkowo-wschodniej i rozdawać karty na tym obszarze. Przesadzam? Sądzę, że nie. Wszak tylko 15 lat wystarczyło Królestwu Polskiemu (1815-1830), aby stało się ono najbogatszą i najlepiej rozwiniętą prowincją Cesarstwa Rosyjskiego i jednym z przodujących pod każdy względem regionów Europy. Niestety szansę na realizację takiego scenariusza pogrzebała złowroga czujność naszych sąsiadów (zawsze nam wrogich) oraz – i to niezwykle ważne! – podziały wewnętrzne. Wydaje się, iż ten drugi feler był nawet bardziej doskwierający niż ten pierwszy. O ile bowiem wojna z przeciwnikiem zjednoczonym jest zwykle niewiadomą, o tyle konflikt z wrogiem rozdartym wewnętrznie podnosi szanse na sukces o cały rząd wielkości. Winniśmy o tym pamiętać.

Zatem, mimo wszystko: Vivat 3 Maj! I pamiętajmy co pogrzebało projekt uzdrowienia naszej Ojczyzny…


Link:
http://libr.sejm.gov.pl/tek01/txt/kpol/1791.html

---------------------------------

Obrazy wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl art. 29. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.


Lubię to! Skomentuj107 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura