Ostatnie dni pokazują, że lata 2005-2009 w polskiej polityce zagranicznej to pasmo pozornych sukcesów i realnych porażek.Do pozornych sukcesów polskiej polityki zagranicznej zaliczyłbym kompletnie niepotrzebną obecność w Iraku, wybór J.Buzka na stanowisko przewodniczącego PE, zgodę na tarczę antyrakietową w Polsce.Dlaczego pozorne?Otóż po objęciu urzędu prezydenta USA przez Obamę okazało się,że nasze marzenia o bliższej współpracy i nieprzedmiotowym traktowaniu możemy włożyć między bajki.Waszyngtonowi zawsze będzie bardziej zależało na dobrych stosunkach z Berlinem czy Moskwą, a Polska może posłużyć od czasu do czasu jako straszak.Funkcja Buzka ma moim zdaniem jedynie znaczenie prestiżowe i reprezentacyjne a realny wpływ przewodniczącego PE na politykę UE jest równy wpływowi królowej brytyjskiej, dużo ważniejsze byłoby przewodniczenie ważnemu resortowi w KE, prestiż mniejszy ale i możliwości dużo większe, przykład polskich stoczni.Realne porażki to chociażby umacniająca się współpraca niemiecko-rosyjska chociażby gazociąg północny, czy ostatnio sprawa Opla i przyszłości fabryki w Gliwicach.Nieumiejętność stworzenia "koalicji" państw postkomunistycznych w UE, która mogłaby wspólnymi siłami forsować korzystne dla siebie rozwiązania, brak pomysłu na dalszą współpracę i wspieranie Ukrainy i Gruzji.
34
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze