0 obserwujących
7 notek
1110 odsłon
  102   0

Rejs szczura lądowego z Grecji do Turcji. Odsłona 7.

Sercem Fethiye jest „Old Bazaar". Nic dziwnego. Turcy wciąż, a jest tak od wieków, kupiectwo i handel mają we krwi. Wydaje się, że jest im wszystko jedno czym handlują, bo z biegiem lat jakość powszechnie udostępnianych towarów staje się coraz gorsza, ale zaangażowanie tureckich sprzedawców wciąż pozostaje niezmienne. Nasz brak znajomości sztuki targowania, która tutaj jest tak samo ważnym rytuałem jak picie herbaty, zniechęca do bazarowych zakupów, tym bardziej, że na straganach pojawia się coraz więcej byle jakiej chińszczyzny i tandetnych podróbek. Jest jednak na bazarze w Fethiye atmosfera, która czyni z niego miejsce szczególne. Mnóstwo restauracji i herbaciarni daje schronienie przed upałem, a straganiarze, choć wydawać się mogą natrętni, na pewno nie obrażą się , jeśli potencjalny klient zrezygnuje z zakupu. Deszczowy wieczór, który spędziliśmy w części bazaru, gdzie prym wiodą sprzedawcy ryb i owoców morza, zawdzięczamy braciom Słowianom, a konkretnie Władimirowi, ukraińskiemu przyjacielowi naszego kapiatna, Tomka. Władimir pływa po tureckim wybrzeżu z rosyjskimi skipperami, przemiłą Galiną i jej mężem, groźnie wygladajacym Siergiejem. Wspólnie spędzony wieczór zapisze się na długo w naszej pamięci. Zasada jest taka, że na stoisku wybieramy rybę, a w restauracji obok przyrządzą ją nam tak, jak chcemy. Już przy stole zamawiamy wino i w poczuciu świetnej zabawy nie zauważamy, że Siergiej zaczyna dość ostrą rozmowę z obsługującym nas tureckim kelnerem. Okazuje się, że załoga rosyjsko-ukraińska dostała tylko połowę swojego, opłaconego już, zamówienia. Czyżby hałaśliwy Turek chciał ich oszukać? Obserwowanie konfrontacji rosyjsko-tureckiej, choćby w małej skali jest bardzo pouczające. Z Rosjaninem, zwłaszcza tak dużym, jak skipper Siergiej, żaden Turek nie wygra. Dodatkowe półmiski dostarczono, a panowie podali sobie ręce na zgodę, choć na moje oko nie było w tym geście szczerości, której może by nie zabrakło, gdyby nie to, że Siergiej wylewał za kołnierz. On i jego żona, Galina byli pierwszymi niepijącymi alkoholu Rosjanami, których poznałam. Tak, czy inaczej wieczór był uroczy, a dzięki rosyjsko-ukraińskim znajomym trafiliśmy w Fethiye na miejsce, w którym można zjeść pyszne ryby i bawić się przy granej na żywo tureckiej muzyce. C.D.N.

Zobacz galerię zdjęć:

+2 zdjęcia +3 zdjęcia
Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości