Tym mianem określam roboczo stosunki, jakie kreuje część środowisk żydowskich, skupionych najczęściej wokół Gazety Wyborczej. Ich celem pośrednim nie jest bynajmniej wzajemne zbliżanie stanowisk, łagodzenie konfliktów, gojenie ran, czy wreszcie dążenie do pojednania na partnerskich warunkach, a wręcz coś przeciwnego.
Wśród Polaków jest wielu ludzi nierozsądnych, złośliwych, wręcz złych. Zdarzają się, jak wszędzie, jednostki patologiczne. Pamiętajmy jednak, jak wiele, zwłaszcza w małych społecznościach, sprawia lokalny klimat. Nie tak dawno zdarzył się w Polsce lincz we Włodowie, który wywołał wielkie poruszenie i kontrowersje w społeczeństwie. Niemal nic nie tłumaczy ostatecznie zabójstwa, ale w każdym tego typu przypadku sąd szuka motywów i okoliczności dodatkowych - obciążających (recydywa, alkohol, żądza zysku) bądź łagodzących (stan silnego wzburzenia, obrona konieczna, dewiacje). Nawet, jeśli człowiek został dotkliwie pogryziony przez psa, bada się, czy ofiara swoim postępowaniem nie zmusiła zwierzęcia do takiego zachowania. Podobnie było w wypadku linczu we Włodowie. Jedni doszukiwali się okoliczności łagodzących, drudzy nie, aczkolwiek chyba nikt nie kwestionował faktu, że państwo polskie zawiodło na całej linii, a co miało niewątpliwy wpływ na zachowanie mieszkańców.
Jednakowoż to, co niby jest normalne w procedurze karnej, nie znajduje analogii w stosunkach polsko-żydowskich. Dlaczego? Bo do tanga trzeba dwojga. Ba! Nie może być też tak, że każda ze stron po swojemu zdefiniuje "tango", bo to prosta droga do zaognienia stosunków, a nie do ich naprawienia.
Wszyscy, którzy choć trochę interesują się problematyką polsko-żydowską, znają słynny raport Jana Karskiego z jesieni 1942 roku w sprawie Holokaustu. Nie wszyscy jednak znają lub chcą poznać inny, mniej znany, raport kuriera z Warszawy, tj. z lutego 1940 roku. Oto bardzo symptomatyczny fragment, niezbędny do zrozumienia wielowymiarowości klimatu tamtych czasów:
Uważa się powszechnie, że Żydzi zdradzili Polskę i Polaków, że w zasadzie są komunistami, że przeszli do bolszewików z rozwiniętymi sztandarami. Istotnie w większości miast bolszewików witali Żydzi bukietami czerwonych róż, przemówieniami, uległymi oświadczeniami itp.
I tak, oczywiście, komuniści Żydzi odnieśli się do bolszewików z entuzjazmem, bez względu na klasę społeczną, z której pochodzili. Proletariat żydowski, drobne kupiectwo, rzemiosło, ci wszyscy, których pozycja obecnie strukturalnie poprawiła się, a którzy uprzednio wystawieni byli przede wszystkim na prześladowania, zniewagi, ekscesy itp. elementu polskiego – ci wszyscy również pozytywnie jeśli nie entuzjastycznie, odnieśli się do nowego regime’u.
Trudno im zresztą się dziwić. Gorzej już jest np., gdy denuncjują oni Polaków, polskich narodowych studentów, polskich działaczy politycznych, gdy kierują pracą milicji bolszewickich zza biurek lub są członkami tej milicji, gdy niezgodnie z prawdą szkalują stosunki w dawnej Polsce. Niestety, trzeba stwierdzić, że wypadki te są bardzo częste, dużo częstsze niż wypadki wskazujące na lojalność wobec Polaków czy sentyment wobec Polski.(...)
W zasadzie jednak i w masie Żydzi stworzyli tu sytuację, w której Polacy uznają ich za oddanych bolszewikom i – śmiało można powiedzieć – czekają na moment, w którym będą mogli po prostu zemścić się na Żydach. W zasadzie wszyscy Polacy są rozżaleni i rozczarowani w stosunku do Żydów – olbrzymia większość (przede wszystkim oczywiście młodzież) dosłownie czeka na sposobność krwawej zapłaty.
Oczywiście nie usprawiedliwia to niecnych czynów grupy Polaków, ale z pewnością oddaje "duszną atmosferę" oraz w pewnym stopniu tłumaczy brak oporów niektórych Polaków przed zbrodniczymi linczami na Żydach, na przykład w Jedwabnem. Znane są też inne świadectwa tamtych czasów, na przykład sporządzone przez Żydówkę z Grodna na przełomie 1941 i 1942 roku (oraz przez inną Żydówkę):
Należy zaznaczyć, że w dużym stopniu nienawiść tę wywołali Żydzi sami, bowiem z chwilą wkroczenia wojsk rosyjskich odnieśli się oni do Polaków lekceważąco i często ich poniżali. Przybycie bolszewików przyjęli Żydzi z wielką radością. Odtąd czuli się dumni i bezpieczni, uważali się niemal za panów sytuacji, zaś Polaków traktowali z góry i arogancko, dawali im często odczuć ich niemoc i naigrywali się z niej. (...)
(...) Jeśli chodzi o Żydów, to ci odgrywali się na Polakach w sposób częstokroć bardzo ohydny; wyrażenie „To już nie są wasze czasy” bywało nie tylko zbyt często używane, ale przeważnie nadużywane. Pewnego razu sama byłam świadkiem, jak w przepełnionym wagonie kolejowym stojący Żyd zwrócił uwagę do siedzącego Polaka z pretensją, że nie ustępuje mu miejsca. Gdy Polak odpowiedział, iż nie widzi powodu, dla którego miałby to czynić, został obrzucony całą lawina inwektyw i obelg, wśród których jak refren powtarzało się „Co pan myślisz, że to są dawne czasy?”. Takie i podobne incydenty spotykało się na każdym kroku i sprawiły one, iż żądza zemsty zapiekła się Polakom w sercach, zwłaszcza , że nie mogli się zrewanżować nawet słowami, albowiem choćby za „niewinne” „ty parszywy Żydzie” groziło pięć lat więzienia za szerzenie nienawiści narodowościowej. (...)
Mamy więc do czynienia ze skrajną asymetrią oceny prawno-historycznej. Z jednej strony zamilczane są niepodważalne świadectwa niegodnych i ohydnych zachowań Żydów na początku II WŚ, z drugiej zaś eksponowane do granic niegodne i ohydne zachowania Polaków. Ciekaw jestem, czy Pasikowski z młodym Stuhrem odważyliby się na nakręcenie drugiej strony tego samego medalu. Może zresztą lepiej nie, bo ignorant historyczny Stuhr znów miałby okazję się skompromitować.
Konkludując, mają rację Polacy broniąc na różne sposoby prawdy historycznej przed jazgoczącymi środowiskami żydowskimi. Z drugiej zaś strony nie widzę sposobu na ostateczne pojednanie, jeśli ma za nim stać fałsz i pogarda dla drugiej strony.




Komentarze
Pokaż komentarze (5)