Nie, to nie sąd tak orzekł, lecz obrona Mirosława G. Linia obrony w pełni jest zresztą zgodna z linią programową Gazety Wyborczej - ulubionej gazety Polaków. Do tego stopnia zgodna, że wystarczyłoby, aby adw. Adam Jachowicz położył na stole sędziowskim plik z archiwum tej gazety. Sprawa - wedle obrony - ma wymiar polityczny, a gdy idzie o politykę, nie ma lepszych niż na Czerskiej. Jeśli przeto skład sędziowski jest po tych samych pieniądzach - powinno wystarczyć.

Powyższe zdjęcie Mirosława G. zerżnąłem z Onetu. Spodobało mi się bowiem, jak polscy dziennikarze dbają o zamazanie wizerunku podsądnego. Trudno rozpoznać, nieprawdaż?
Nie wiem tylko, dlaczego ulubiona gazeta Polaków, a w ślad za nią inne rezonatory, nie akcentuje faktu, że dr Mirosław G. ma także postawione dwa inne zarzuty - oba związane z pozbawieniem życia. GW w tradycyjny sposób przemyca te najistotniejsze informacje na szarym końcu. Po dywagacjach, czy dawanie prezentów lekarzom to już łapówki, czy jeszcze wyrazy wdzięczności. Jak gdyby dla Gazety Wyborczej koniak był ważniejszy od czyjegoś życia. Zresztą, skąd mam wiedzieć, może na Czerskiej tak mają?
Warto również przypomnieć, że prokuratorzy i sędziowie wychowani na kolejnych rocznikach Gazety Wyborczej jeden z zarzutów pozbawienia życia umorzyli i dopiero determinacja rodziny, połączona z prawniczymi umiejętnościami śp. Janusza Kochanowskiego, byłego rzecznika praw obywatelskich, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem, doprowadziła do tego, że Sąd Najwyższy wskutek kasacji nakazał ponowne prowadzenie tej sprawy. Czyżby jednak Zbigniew Ziobro miał rację, tylko użył nieodpowiednich słów?
Co to za kraj? To Polska właśnie!




Komentarze
Pokaż komentarze (25)