Znakomita większość tzw. moherów nie kupuje Gazety Wyborczej. Mimo to słono płacą na utrzymanie tego medium i z nim powiązanych. Zdarza się bowiem, iż 3/4 szerokoformatowych reklam w Gazecie Wyborczej stanowią ogłoszenia spółek Skarbu Państwa bądź wprost organów państwa, na które między innymi "mohery" łożą podatki. Okazuje się, że to wszystko zbyt mało do reanimacji truchła i trzeba łożyć więcej. Szlak przeciera niezawodna, jak zwykle, Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Gazeta Wyborcza zaczęła bowiem "rozmawiać" z czołowymi politykami PO, tyle że rzeczone rozmowy mają formę... płatnych reklam. Pokazana na zdjęciu rozmoworeklama zajmuje "jedynie" dwie strony.
Ileż to było jazgotu, gdy SKOK-i wiązano z tak zwaną prawicą. No tak, ale kasa lemingów nigdy nie brała w tym udziału. Moja również, bo nie jestem członkiem SKOK. Najwięcej jazgotała, jak zwykle, Gazeta Wyborcza, czerpiąca pełną garścią kasę między innymi z moherów, których przecież szczerze nienawidzi.
Mamy więc w Polsce taką oto sytuację, że wiodący organ lemingów chce wykluczyć mohery z życia publicznego w taki sposób, by ich niewyizolowane pieniądze brały jednak udział w zasilaniu truchła Gazety Wyborczej. I jak to nazwać?




Komentarze
Pokaż komentarze (23)