Nie, nie będzie w tej notce ani jednego nazwiska oraz ani jednego nicka, bo nie w tym rzecz. Ważne jest to, że dzięki pewnej blogerce można nieco poznać atmosferę lat '80. Jestem zbyt młody, by mieć osobiste wspomnienia i choć dużo słucham (mam internowanych w rodzinie) i dużo czytam, nie ma to jak doznania osobiste. Na szczęście to tylko świat wirtualny. Przynajmniej na razie.

Jako już rzekłem, pewna blogerka popadła w osobisty konflikt z pewnym blogerem. Epilog zapewne będzie miał miejsce na niejednej sali sądowej, ale dalej nie w tym rzecz. Każdy ma prawo dbać o dobra osobiste i korzystać z trybu przewidzianego w art. 24 k.c. Problem w tym, że konflikt, który dotykał salon w stopniu znikomym, dzięki ekipie blogerów - najwyraźniej predestynowanych do roli kapusiów SB (niestety, spóźnili się o kilka dekad) - przeniósł się tu na dobre.
Donoszenie w obronie jedynie słusznej obecnej władzy, gdy odbierało się człowiecze prawa poprzedniej, jest niczym innym jak hipokryzją w czystej postaci. Najwyraźniej nie jest to kwestia zasad, lecz charakteru - podobnie do różnicy między prostytutką a qrwą. Stęsknieni za rubryką "Listów czytelników do Redakcji Trybuny Ludu" (lub ich potomstwo), usiłują uczynić to samo w S24. Wyrywanie zdań z kontekstu, pomijanie kluczowych tez, pokazywanie skutków z jednoczesnym ukrywaniem przyczyn, obrzydliwe donosy do Administracji, bezczelne manipulacje czy wreszcie regularne kłamstwa - to podstawowy "sprzęt" tej ekipy.
Jest to jednak ciekawe doświadczenie, zwłaszcza dla młodszych blogerów, którzy brzydzą się donosicielstwem w obronie władzy, a nie mieli osobistych doświadczeń w czasach SB, bo albo nie było ich na świecie, albo pobierali edukację wczesnoszkolną. Ciekaw też jestem, jak z tym problemem poradzi sobie Administracja S24. Na razie nie mam żadnych krytycznych uwag. Ponieważ jednak konflikt rozwija się dość szybko, ciekaw jestem, co będzie dalej.




Komentarze
Pokaż komentarze (40)