W normalnym świecie nikt nie kwestionuje potrzeby szczegółowej znajomości życiorysów osób publicznych oraz szczegółów dotyczących życia publicznego ich rodzin, czyli rodziców, dziadków, pradziadków etc. W Polsce też tak jest - o ile badane są życiorysy Kaczyńskich, Macierewiczów, Terlikowskich, a wcześniej także na przykład Giertychów. Zasada ta nie dotyczy członków i sympatyków czerwonoróżowego salonu kłamców PRL-bis oraz ich rodzin, na przykład prezydentowej Komorowskiej. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta - bo ludziom otwierają się wtedy oczy i włączają się czerwone lampki ostrzegawcze. Oto przykład.
![]()
Bez problemu można znaleźć w Sieci informacje dotyczące Krzysztofa Bęgowskiego, dziś znanego bardziej jako Anna Grodzka. Jeśliby był to przeciętny obywatel, który z jakiegoś powodu postanowił zmienić płeć, nic by mnie to nie obchodziło, ale on postanowił inaczej. Oprócz zmiany płci aktywnie zajął się też polityką. W tym momencie stracił prywatność i nie może się dziwić, że ludzie chcą wiedzieć, kim był wcześniej.
A Krzysztof Bęgowski ma bardzo bogaty życiorys komunistycznego aparatczyka. Zresztą, pochodzi z rodziny o komunistycznych tradycjach, albowiem jest synem pułkownika LWP. W 1982 roku, czyli w ogniu stanu wojennego, był członkiem egzekutywy POP PZPR, lecz także Rady Okręgowej Socjalistycznego Związku Studentów Polskich. W ramach SPR w Łodzi odbył wojskowe szkolenia polityczne, które umożliwiły mu dyrektorowanie w wydawnictwie Alma Press. Terminował też u najlepszych komunistów, między innymi bezpośrednio w sowieckim Komsomole.
Tak więc wychowany w duchu komunistycznego totalitaryzmu i mający wprawę we wdrażaniu sowieckich idei w Polsce, Krzysztof Bęgowski chce nas dzisiaj - jako Anna Grodzka - uczyć wolności słowa i tolerancji. Ba! Wyznawcy ruchu wibratora chcą zrobić nazistkę z prof. Krystyny Pawłowicz, której nie podoba się to, co robi Anna Grodzka, tylko dlatego, że profesor użyła nazbyt dosadnych słów.
Osobiście niezwykle łatwo zrozumieć mi ten szał medialny po spojrzeniu w życiorysy kilku znanych osób. To bowiem wyjaśnia wiele, a czasami wszystko. Nierozliczeni komuniści najpierw korzystali z osłony, zlokalizowanej między innymi przy Czerskiej w Warszawie, za cenę podzielenia się wpływami, władzą i finansami, a teraz podnieśli głowy i zaczynają występować w roli autorytetów bezpośrednio albo przez swoje dzieci.
Żadna osoba publiczna, żaden prokurator, sędzia i dziennikarz (włącznie z Michnikiem i Sakiewiczem) nie ma prawa żądać prywatności w sytuacji, gdy kraj, który współtworzą, bardziej przypomina burdel, niż normalne państwo. Mogli zrobić porządek z komunistami w 1989 roku, to dzisiaj nikt by się ich nie czepiał.




Komentarze
Pokaż komentarze (42)