Beem.Deep Beem.Deep
1008
BLOG

Czego jeszcze niedouczony leming nie jest w stanie pojąć?

Beem.Deep Beem.Deep Polityka Obserwuj notkę 27

Niedługo, tj. 5 lutego br., w UKSW odbędzie się konferencja na temat katastrofy smoleńskiej, którą organizuje Stowarzyszenie "Doktoranci dla Rzeczypospolitej". Jest to jednocześnie czas wzmożonego wysiłku intelektualnego dla niedouczonych lemingów, którzy mają wszelką wiedzę o niczym i w związku z tym epatują wszystkich wytresowanymi bon motami.

Nie współczuję lemingom z sekty smoleńskiego pogaństwa, bo sami sobie zgotowali ten los. Muszą znowu odmawiać swoje paciorki i po raz kolejny wystawiać się na kompromitację, choć idę o zakład, że część z nich nawet nie ma takiej świadomości. 

Czego nie rozumieją lemingi?

Zacznijmy od tego, że dla rasowego leminga wystarczającą przyczyną katastrofy jest zejście pilotów poniżej dopuszczalnej wysokości. Roboczo załóżmy też, że okoliczność ta ustalona jest ponad wszelką wątpliwość. Wedle tej grupy lemingów nie ma zatem sensu ustalać czegokolwiek ponadto, albowiem sprawa jest przesądzona. Czyżby?

Zapytajmy więc leminga, czy  per analogiam  zgodzi się na rozszerzenie tego sposobu rozumowania na inne katastrofy i wypadki, także drogowe. Czy na przykład leming zgodzi się, by po ustaleniu, że dopuszczalna prędkość na danym odcinku drogi wynosiła 90 km/h, a kierowca jechał - powiedzmy - 120 km/h, nie badać innych okoliczności, tylko uznać, że wyłączną winę za śmiertelny wypadek ponosi kierowca. Koniec, kropka. Nie badajmy zatem stanu nawierzchni (na przykład, czy była w niej duża wyrwa albo rozlany na niej olej), nie badajmy stanu technicznego pojazdu (zwłaszcza układu kierowniczego i hamulcowego), nie badajmy też stanu trzeźwości kierowcy. Po co? Szkoda pieniędzy, wszak wyłączną winę ponosi kierowca. Nie badajmy też wraku samochodu, przecież taniej będzie przerobić go na żyletki.

I co, lemingi, zgadzacie się na wprowadzenie takich uproszczeń w badaniu wypadków i katastrof?

Kilka lat temu te same lemingi dyskutowały na temat wypadku drogowego śp. Bronisława Geremka. Jak to wtedy szło? Ano, lemingi darły się wniebogłosy: Zaczekajcie na ostateczne ekspertyzy, trzeba ustalić wszystkie szczegóły, należy dokładnie zbadać auto profesora! A przecież był to tylko wypadek drogowy, których są dziesiątki tysięcy rocznie w Polsce. Ba! Do dzisiaj nie upubliczniono, co faktycznie było przyczyną tego śmiertelnego wypadku, mimo że profesor był znaną osobą publiczną. Lemingi też jakoś dziwnie przestały jazgotać. 

Konkludując, badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej nie jest bynajmniej zakończone, ani ostatecznie nie jest przesądzona wina kogokolwiek. Jazgot lemingów nic w tej materii nie wnosi oraz nic nie zmieni. 

 

Beem.Deep
O mnie Beem.Deep

1. Nie prowadzę bloga dla trolli, debili i "anonimowych" dziennikarzy oddelegowanych na odcinek. 2. Nie mam czasu na dyskusję z niekumatymi lemingami oraz z osobami, które używają dowolnych argumentów w dowolnej sprawie. 3. Proszę o powstrzymywanie się od ataków personalnych na innych blogerów oraz o merytoryczną dyskusję na główny temat notki.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (27)

Inne tematy w dziale Polityka