Niedługo miną trzy lata od katastrofy smoleńskiej. Badanie katastrof lotniczych z natury rzeczy jest trudne i czasochłonne. Mamy dwa finalne raporty: polski i radziecki oraz rozgrzebane cały czas postępowanie obu prokuratur: polskiej i radzieckiej.
Ostatnio wyczytałem, że prokuratorzy radzieccy, którzy ewidentnie dominują w tym śledztwie, oczekują od polskich prokuratorów szczegółowych wyników badań słynnej brzozy smoleńskiej. To ja się pytam, co przez trzy lata zrobiła w tej sprawie prokuratura radziecka? Ano, totalnie nic. Polska prokuratura zapewne też by nic nie zrobiła, gdyby nie niedowiarkowie, kwestionujący oficjalne ustalenia.
No, ale to odrębny temat. Mnie natomiast nurtuje pytanie, ile może trwać badanie taśmy magnetofonowej z Jaka-40, który jako pierwszy przyleciał do Smoleńska w dniu 10 kwietnia 2010 r.? Na razie trwa już 2,5 roku, a to chyba cokolwiek zbyt długo. Chorąży Remigiusz Muś nie żyje, a to właśnie on zeznał, że radzieccy kontrolerzy zezwalali na zejście pilotom obu samolotów do poziomu 50 m. Wobec tego odsłuchanie taśmy z Jaka-40 jest kluczem do ustalenia, czy radziecka wersja jest rzetelna (niesfałszowana), czy też nie jest.
Im dłużej będą trwały badania rzeczonego nagrania, tym więcej wątpliwości mają mieć prawo wszyscy, których ta katastrofa interesuje. W końcu wyjdzie na to, że Francuzom łatwiej było wyciągnąć wrak samolotu z dna morskiego, aniżeli Polakom odsłuchać niezniszczone nagranie. I jeszcze jedno. Skoro badanie zwykłej taśmy magnetofonowej trwa już 2,5 roku, to ile będzie trwało badanie innych dowodów, jeśli w końcu trafią do Polski?





Komentarze
Pokaż komentarze (67)