Podstawę wszelkiej sensownej dyskusji muszą stanowić weryfikowalne fakty. W odniesieniu do katastrofy smoleńskiej stanowi to jednak problem nie do przeskoczenia, więc do pracy zaprzęga się emocje i wiarę w fakty, a swobodną wymianę myśli zastępuje dowolną argumentacją.
Przykład 1.
X twierdzi, że film Anity Gargas jest propagandowy. Nie ma jednak możliwości zweryfikowania tej tezy, bo nie wiadomo, co X rozumie przez określenie "propaganda". W związku z tym film National Geographics, na dokładnie tej samej zasadzie, trafia na półkę "propaganda".
Przykład 2.
Y twierdzi, że zadaniem zespołu Antoniego Macierewicza jest uderzenie w PO katastrofą smoleńską. No dobrze, tyle że na tej samej zasadzie minister Jerzy Miller stanął na czele komisji, której zadaniem było wykrycie nieprawidłowości - także w resorcie, którym kierował Jerzy Miller, ale dla równowagi nie było nikogo z Kancelarii Lecha Kaczyńskiego. Czyli była to kolejna droga donikąd.
Na powyższej zasadzie argument-kontrargument da się zbić niemal wszystko. Czy mimo to jest szansa na jakiekolwiek porozumienie? Jest, choć mało realna. Warunkiem sine qua non musiałaby być dobra wola obu stron. Następnie musiałaby powstać lista zbieżności i rozbieżności między ustaleniami komisji Millera i zespołu Macierewicza. Na listę zbieżności mogłyby trafić jedynie zweryfikowane fakty (najlepiej przez dokumenty). Wbrew pozorom jest ich całkiem niemało. Na liście zbieżności powinny się znaleźć także kwestie związane z tym, czego jeszcze nie wykonano, a co jest ważne z punktu widzenia analizy katastrofy. Cała reszta powinna trafić na listę rozbieżności, przy czym należałoby szczegółowo wypisać, wskutek czego rzeczone rozbieżności powstały i co należałoby uczynić, by daną okoliczność wyjaśnić i przesunąć na listę zbieżności.
Marzenia, fantasmagorie, naiwność? Być może, ale od czegoś trzeba zacząć. Moim zdaniem pierwszy ruch powinien wykonać zespół rządowy, bo ma o wiele silniejsze instrumentarium, lecz jeśli tego nie uczyni, ofertę taką powinien złożyć zespół parlamentarny. Jeśli zespół rządowy (parlamentarny) odmówi współpracy bądź będzie tworzył sztuczne utrudnienia, należałoby udostępnić przedstawicielom obu stron antenę w telewizji publicznej, by przekonali społeczeństwo do swoich racji.





Komentarze
Pokaż komentarze (19)