W Polsce, niczym w Rosji, wszystko może być upolitycznione i stanowić zbrojne ramię władzy. Sondażownie są klasycznym tego przykładem. Jeśli przyjąć podział na władców, rządzących, autorytety i resztę społeczeństwa, to trwa gorączkowe poszukiwanie alternatywy dla Tuska i sondowanie... PiS. Niestety, politycy tej partii werbalnie głoszą dystans do wyników sondaży, a po cichu wyczekują na najnowsze notowania. Nuż okaże się, że PiS prowadzi i Donald Tusk ma z kim przegrać. Politycy PiS zapominają przy tym zupełnie o władcach Polski, którym nie jest obojętne, kto będzie rządził.

Moim zdaniem, aktualnie jako jeden z potencjalnych następców Donalda Tuska na stanowisku premiera testowany jest Aleksander Kwaśniewski. Wszelkie przetasowania i przepływy elektoratu między PO, Europą Plus, SLD bądź partią Palikota, nie mają większego znaczenia, albowiem wystarczy pstryknięcie palcem i bez najmniejszego problemu może zawiązać się między nimi nić koalicyjna.
Jedynym zagrożeniem dla władców Polski mógłby być wynik PiS na poziomie umożliwiającym samodzielne rządzenie, ale na to, moim zdaniem, nie ma w tej chwili żadnej szansy. Trzeba bowiem zauważyć, że PiS jest partią kadrowo słabą i nie bardzo widać zmiany w tej materii. Trzecia rocznica katastrofy smoleńskiej minęła i PiS powinien skoncentrować się na kwestiach związanych z merytorycznym przygotowaniem do rządzenia, ale jakoś nie widać, kto i w jaki sposób miałby to robić. Nie widać ani nowych pomysłów, ani nowych, interesujących postaci, a tylko tędy wiedzie droga do sukcesu wyborczego.
Reasumując, politycy PiS powinni dać sobie spokój z komentowaniem "sukcesów" sondażowych, bo to droga donikąd. Prezes Kaczyński dwoi się i troi, ale dopóki twarzą PiS w tzw. terenie będą różne Szczypińskie, dopóty PiS będzie tylko "największą partią opozycyjną". A może o to chodzi?





Komentarze
Pokaż komentarze (3)