W czasie wiecu w Nowym Sączu, celebrowanego przez Janusza Palikota, doszło do jakiegoś incydentu. Palikot twierdzi, że wywołała go skrajna prawica. Być może.
Później doszło do oblania Palikota cieczą, którą on określił mianem "roztworu soli". Mnie się jednak wydaje, że był to po prostu mocz jego sympatyków, oddawany niecałe trzy lata temu do zniczów na Krakowskim Przedmieściu, czyli jak w tytule notki.
Palikot twierdzi, że ktoś usiłuje go wypchnąć z debaty publicznej i skarży się na schamienie obyczajów. Niedawno brał udział w konferencji prasowej z nawalonym jak furman Aleksandrem Kwaśniewskim i niczego nie zauważył, ani nie wyczuł. Kilka lat temu nos mu podpowiadał na odległość kilku kilometrów, że śp. Lech Kaczyński strzelił sobie "małpkę". To jak to jest u was z hipokryzją i schamieniem, palikotowcy?





Komentarze
Pokaż komentarze (25)