Donald Tusk ogłosił swoje przewidywania co do warunków koalicyjnych w 2015 roku. Tym samym rozpoczął długi proces oswajania wytresowanych lemingów z koniecznością zachwalania komunistów z SLD jako rozważnych, odpowiedzialnych i przewidywalnych polityków.
A lemingi, jak to lemingi, moim zdaniem najpierw wyprą się samej możliwości głosowania na partię, która zamienia prawy but z lewym, potem będą udawały, że nie wiadomo o co do końca chodzi, by stwierdzić ostatecznie: Nie ma innego wyjścia! Wystarczy obserwować przypadki kliniczne w S24.
W pewnym sensie rozumiem Donalda Tuska, który przygotowuje się do nowej roli. Dotychczas był myśliwym-snajperem, ale powoli staje się zwierzyną łowną. Co gorsze, w roli naganiaczy mogą wystąpić niektórzy członkowie jego własnej formacji. Istnieje, co prawda, opcja synekury w UE, ale jest to perspektywa niepewna. Chyba, że nie wiemy czegoś o bezprzykładnym poświęceniu Donalda Tuska w kierunku wasalizacji Polski, a której płatnikiem netto będzie polskie społeczeństwo. Jeśli Europie zależy na tym, by kierował nią polityk, który nie potrafił zadbać o żywotne interesy własnego kraju w chwili próby (Smoleńsk), to sama sobie wystawia fatalne świadectwo. Z drugiej strony dzisiejsze wypowiedzi Donalda Tuska na temat współrządzenia z Leszkiem Millerem, które zapewne spodobają się Angeli Merkel, mogą stanowić mocny argument za powierzeniem Tuskowi ważnego stanowiska w strukturach unijnych.
Tak czy siak: Wszystkie ręce na pokład!





Komentarze
Pokaż komentarze (2)