Jestem trochę za młody, ale kiedyś rodzice opowiadali mi, że w latach '70 - oprócz zwykłych sklepów mięsnych - istniały też sklepy (nazwy nie pamiętam), w których za podwójną czy potrójną cenę i w zasadzie bez kolejek można było nabyć to, co powinno być w zwykłych sklepach (dobra kiełbasa, szynka itp.).
Kwestia ta przypomniała mi się w związku z tym, że wiceminister zdrowia Sławomir Neumann na wczorajszym posiedzeniu komisji sejmowej zaprezentował projekt, w myśl którego pacjenci wykupujący dodatkowe świadczenie, będą mogli liczyć na szerszy dostęp do lekarza oraz do usług medycznych. Przekonywał przy tym, że nie spowoduje to podziału pacjentów na lepszych i gorszych. Nb. na zasadzie tej samej logiki ogień może obiecywać, że nie będzie parzył.
Nie wiem, jak to było w latach '70, ale pewnie też jakoś uzasadniano istnienie sklepów tańszych i droższych oraz na pewno podkreślano, że to dla dobra społeczeństwa. Zaś ówczesne trolle (czyli czytelnicy Trybuny Ludu) zachwalały oryginalność rozwiązania problemu braków rynkowych. Z pewnością też i wtedy, i teraz, wiadomość ta najbardziej ucieszyła liczną rzeszę bogatych polskich emerytów i rencistów.





Komentarze
Pokaż komentarze (15)