Nie, oficjalnie taki zarzut jeszcze się nie pojawił, ale być może tak się stanie. Skoro merytoryczna krytyka Jana Krzysztofa Bieleckiego - szefa doradców Donalda Tuska - dostąpiła zaszczytu antysemityzmu, skoro plaskacz wymierzony Miecugowowi okazał się więcej niż antysemityzmem, bo początkiem nowego holokaustu, to nie inaczej musi być z próbą odwołania HGW.
Obawiam się, że wspólna antydemokratyczna akcja premiera Donalda Tuska i prezydenta wszystkich platformersów Bronisława Komorowskiego na niewiele się zda. Nie miałbym do nich żalu, gdyby znacznie intensywniej zaangażowali się w akcję obrony HGW jeszcze zanim zaczęła się akcja zbierania podpisów. Argumenty mieli i mogli je nagłaśniać przez "zaprzyjaźnione", czyli niemal wszystkie, media mainstreamowe. W momencie jednak, gdy do referendum może dojść, bo podpisów jest dość, obaj politycy nie powinni tak jawnie pokazywać antydemokratycznego oblicza, bo przecież sami wygrali powołując się na zasady demokratyczne.
W tej sytuacji Hannę Gronkiewicz-Waltz może uratować jedynie skoordynowana akcja proletariackiej międzynarodówki, ujawniająca demony polskiego antysemityzmu i upowszechniona przez postępowe media europejskie. Nie żartuję!





Komentarze
Pokaż komentarze (10)