Jak donosi Rzeczpospolita, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów zatrudniała eksperta ds. infrastruktury informatycznej (konkretnie do rozbudowy rządowego intranetu), który nie posiadał nawet licencjatu. Stefan Nowak, bo o nim mowa, zarobił w ciągu kilku miesięcy kwotę 51 tys. zł.
Nie ukrywam, że nie jestem fanem PO, ale krytyka też musi mieć swoje granice. Dyplom dyplomem, wiedza wiedzą, umiejętności umiejętnościami. Jako człowiek z dobrym dyplomem pewnie narażę się różnym formalistom, ale akurat w tym wypadku dyplom ukończenia studiów niczego nie przesądza. Mówię to niejako z doświadczenia, albowiem kilka lat temu poznałem informatyka bez dyplomu, który kładzie na łopatki większość kwalifikowanych facetów z branży, zwłaszcza sieciowców. Wiem, że gdy informatycy po dobrych studiach dowiadywali się o jego formalnym braku wykształcenia wyższego, początkowo naśmiewali się z niego. Później zaś... chętnie douczali się u niego.
Wiedząc to wszystko wcześniej, zapytałem go, dlaczego nie wybierze się na studia, żeby zamknąć usta prześmiewcom. Okazało się, że jest absolwentem technikum informatycznego i nawet był studentem informatyki na jednej z lepszych politechnik. Lecz już wtedy miał większą wiedzę niż wielu wykładowców i po prostu dał sobie spokój.
Wracając do artykułu w RzePie. Rozumiem, że dziennikarze upatrują nieprawidłowości w tym, iż brakowało mu formalnego wykształcenia wymaganego na danym stanowisku. Tak to jest w administracji. Być może w tej kwestii KPRM popełniła jakiś błąd. Jeśli jednak jest fachowcem porównywalnym do tego, którego miałem okazję poznać, to prawnicy KPRM powinni znaleźć taką formułę prawną, by mógł rozwinąć skrzydła - z pożytkiem dla wszystkich. Oczywiście nie wiem, czy tak było tym razem, ale przed sprawdzeniem tej informacji zachowałbym daleko idącą wstrzemięźliwość.
http://www.rp.pl/artykul/16,1041208-Rzadowy-ekspert--bez-licencjatu.html


Komentarze
Pokaż komentarze (8)