Ileż to notek poświęcono w S24 błędom Jarosława Kaczyńskiego. Za jakiś czas rzekome błędy okazywały się proroczymi słowami, ale o tym już rzadko kto wspominał. Nawet słynne słowa "(...) oni stoją tam, gdzie kiedyś stało ZOMO" okazały się trafione.
Tym razem sympatycy PiS biadolą i narzekają, zaś przeciwnicy zacierają ręce. Z jakiego powodu? O dziwo z tego samego - jedni i drudzy antycypują, iż PiS-owi spadną słupki poparcia. No bo kaczor "palnął" w wywiadzie w sprawie "karnych podatków" itp. Otóż nic z tego, proszę Państwa. Do Kaczyńskiego miałem, mam i pewnie będę miał żal za kiepski HRM, ale Kaczyński z pełną świadomością udzielił tego wywiadu, jak wielu innych wcześniej. Do tej pory było tak, że Tusk coś palnął i czekał na reakcję Kaczyńskiego lub jego najbliższego otoczenia. Teraz jest odwrotnie. Kaczyński ma komfort "palnięcia", a Tusk robi w roli nożyc na stole. Czy PiS-owi spadną słupki? Być może, ale niewiele i tylko chwilowo.
Znowu się jednak mówi o Kaczyńskim w roli głównej i o Tusku w roli tła. Jest to zaś kwestia nie bez znaczenia przed wyborami na Podkarpaciu i referendum w stolicy. Tusk kompletnie nie czuje tego, co w trawie piszczy. Zaś zwykły obywatel podskórnie czuje, że rządzi nim banda złodziei w białych kołnierzykach. Dlatego temu obywatelowi znacznie bliższe będą słowa Kaczyńskiego niżli zaklęcia Tuska o kryzysie, którego nie było, a który pokonał podbierając temu obywatelowi kasę z kieszeni. Jemu, a nie finansowym oligarchom.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)