Nasz największy noblista, Lech Wałęsa, udzielił wywiadu portalowi wpolityce.pl. Młodym przypomnę - to ten sam facet, co obiecywał puścić komunistów w samych skarpetkach. Trochę mu nie wyszło.
No, ale do rzeczy. Pytania portalu związane były z bieżącymi demonstracjami związkowców i sytuacją Polski po 1989 roku. Nie budzi chyba zdziwienia, że Lech Wałęsa jest jak zwykle i za, i przeciw. Na przykład, dla równego startu w nowym ustroju wedle niego wszyscy powinni byli otrzymać po 100 mln zł. Tak się jednak nie stało, ale znowu wedle niego dzięki temu dobrze się stało, bo prywatyzacja nastąpiła w zupełnie inny sposób i dlatego mamy co jeść. Ot, cały Wałęsa. Zapewne zupełnie przypadkiem zapomniał, iż za większością prywatyzacji stoją ci sami ludzie, którzy mieli być przez niego puszczeni w skarpetkach.
Końcówka artykułu wprawiła mnie jednak w osłupienie. Otóż, Wałęsa kłamie w sposób szczególny, bo łatwy do zweryfikowania. Mówi bowiem:
Za moich czasów związki były utrzymywane jedynie z pieniędzy za składki. Potem przepisy się zmieniły.
Jest to ewidentne kłamstwo, albowiem obowiązująca do dzisiaj ustawa o związkach zawodowych nosi datę 23 maja 1991 r. i weszła w życie pół roku po tym, jak Lech Wałęsa został zaprzysiężony na prezydenta RP. To właśnie w tej ustawie znalazły się przepisy regulujące kwestie utrzymywania na etatach działaczy związkowych przez zakłady pracy. Nie oceniam w tym miejscu skutków ustawy związkowej. Oceniam jedynie postawę Lecha Wałęsy, który po raz kolejny ośmiesza się, a w dodatku kłamie.
http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19910550234


Komentarze
Pokaż komentarze (2)