Przez wiele lat z troską obserwowałem, jak hierarchia Kościoła katolickiego, szczególnie w Polsce, psuje jego obraz. Rozmawiałem na ten temat z wieloma księżmi, ale żadna wymiana zdań nie zakończyła się czymś konstruktywnym. Kościół trwa 2 tysiące lat, przechodził niejeden kryzys, więc i ten przetrwa - mniej więcej takie zdanie dominowało.
Czasy jednak zmieniają się i czynienie analogii z ostatnich 2 tysięcy lat w zestawieniu z dynamicznie zmieniającymi się środkami przekazu informacji jest mocno chybione. Hierarchia kościelna na całym świecie najzwyczajniej za nimi nie nadąża. Lewica antykościelna otrzymała nowe media informacyjne, zwłaszcza Internet, i korzysta z nich intensywnie. Można powiedzieć wręcz, że bardzo skutecznie kontratakuje.
Zgodnie z goebbelsowską czy leninowską zasadą indoktrynacji, wystarczy umiejętnie, acz wielokrotnie, dotrzeć z tym samym przekazem do mózgu odbiorcy i mamy temat utrwalenia załatwiony. Na tej zasadzie lewakom wszelkiej maści coraz lepiej udaje się wdrukować obecnie schemat: każdy ksiądz = pedofil.
Moim zdaniem główne cele kontrataku są dwa. Po pierwsze, zminimalizować rolę Kościoła katolickiego poprzez zohydzenie księży. Dzięki temu otworzy się droga do realizacji filozofii gender oraz innych dewiacji. Po drugie, nie wiem nawet czy nie ważniejsze w Polsce, odsunąć Kościół od jakichkolwiek wpływów na bieżącą politykę.
Ten drugi cel wydaje się być niemal zrealizowany. Nie wyobrażam sobie bowiem teraz publicznych wystąpień hierarchów, którzy moralizatorskim tonem będą namawiali do decyzji wyborczych zgodnych z nauką Kościoła. Jak w banku będą mieli od razu przypomnienie, żeby najpierw zrobili porządki u siebie, a dopiero później mogą pouczać innych.
Tak czy siak, Kościołowi trudno będzie się teraz pozbierać, ale musi to zrobić. Przez kilka ładnych lat jego znaczenie społeczne zmaleje i wcale nie jest pewne, że łatwo da się je odbudować.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)