Od dawna wiadomo, że cała rzesza dziennikarzy pisze pod nickiem (niektórzy "pod przykryciem") w S24, albowiem jest to dość charakterystyczne miejsce polskiej Sieci. Miejsce, które najlepiej odpowiada temperaturze sporów w Polsce. Wiedział o tym na przykład prezydent USA Barack Obama.
Wiem co nieco od ludzi zbliżonych do kręgów trójmiejskiego oddziału Gazety Wyborczej, że wszyscy dziennikarze zajmujący się kwestiami politycznymi czytują S24. To dobry pomysł i mam nadzieję, że dziennikarze innych mediów czynią podobnie.
Gołym okiem widać też kontrofensywę bądź wręcz krucjatę (a także autentyczny jazgot) przeciwko jakimkolwiek próbom podważania oficjalnej wersji katastrofy smoleńskiej. Jedni twierdzą (vide Owsiak), że mają tego serdecznie dość i sugerują bezmyślnie, iż samo zajmowanie się katastrofą smoleńską powoduje zaniedbania innych ważnych kwestii, inni zaś stawiają tezy, że oficjalna wersja chwieje się coraz bardziej, stąd naturalny strach i coraz większy jazgot w mediach.
Coś jest na rzeczy. Jeśli bowiem członkowie zespołu rządowego są tak słabi, że muszą powoływać się na anonimowych blogerów (chyba, że bloger jest anonimowy jedynie dla innych blogerów, a nie dla oficjalnych czynników - o czym nie wiemy), to czas zadać pytanie, czy wysyp coraz to nowych blogerów w S24, którzy piszą o Smoleńsku z coraz mniejszym sensem jest przypadkowy, czy też nie jest? No i pytanie znacznie ważniejsze. Ilu blogerów pracujących na rzecz Tuskowej propagandy pisuje w S24 w rolach czy to obytych światowców, czy to pospolitych trolli?




Komentarze
Pokaż komentarze (42)