Blog
Against the World
beksztu
beksztu Typ spod ciemnej gwiazdy.
0 obserwujących 12 notek 5166 odsłon
beksztu, 1 sierpnia 2011 r.

Podsumowanie juniorskich Mistrzostw Europy w koszykówce.

189 2 0 A A A

 

 6 miejsce, niedosyt i rozczarowanie, niezła organizacja i nutka optymizmu na przyszłość. Na tych kilku słowach można zakończyć podsumowanie występu przyszłych gwiazd polskiej koszykówki na turnieju we Wrocławiu, a przecież miało być tak pięknie…

               Pompowanie balonika rozpoczęli organizatorzy. Hasła mistrzostw: „I belive” i „Polska Mistrzem Europy” nie mogły ujść uwadze naszym juniorom, co w połączeniu z presją, która zawsze towarzyszy gospodarzom oraz młodością naszych zawodników, powodowało powstanie ryzyka, że nasi chłopcy przegrają te zawody w głowach. Kiedy okazało się, że Mistrzostwa pokaże telewizja, dostępna w większości kablówek cyfrowych, a media internetowe zaczęły trąbić o starcie „polskich wicemistrzów świata” co to ulegli tylko kosmicznym Amerykanom, obraz niejako się dopełnił.

               Czy biorąc pod uwagę olbrzymią presję, z którą Ci chłopcy raczej nie mieli dotychczas do czynienia, mogliśmy zdobyć Mistrzostwo Europy? Myślę, że mogliśmy. Niestety winy za nieudany turniej, nie da się zrzucić tylko na karb presji wyniku. Z perspektywy czasu, nierozsądnym wydawać się może, start tej drużyny, opartej na zawodnikach rocznika ’93 w mistrzowskiej imprezie tej samej rangi, ale dla juniorów starszych, czyli zawodników z rocznika ’92. Co prawda, osiągnęliśmy tam niezły wynik – Polska zdobyła 5 miejsce i cenne doświadczenie, jednakże trudy tamtego turnieju, odbywającego się zaledwie kilka tygodni wcześniej, mogły zaowocować słabszym przygotowaniem naszej drużyny na wrocławskiej imprezie. Słabszą formę fizyczną było widać szczególnie na przykładzie Mateusza Ponitki – lidera, naszej drużyny, którego głównymi atutami w grze są właśnie niesamowity atletyzm i dynamika – nie zawsze widoczne w hali Orbita. Również zabójcze kontry, decydujące o sukcesie naszych zawodników w zeszłorocznych mistrzostwach świata, tym razem nie były tak często i skutecznie wyprowadzane. Obrazem przygotowania kondycyjnego niech pozostanie postawa Szymkiewicza, który tuz po wejściu na boisko i przebiegnięciu kilku długości boiska w 2 czy 3 kontrach wyprowadzanych jedna po drugiej – prosi trenera o zmianę.

               Kolejna rzecz, która nasuwała mi się w czasie oglądania meczów polskiej drużyny, to zbyt duża liczebność polskiego sztabu szkoleniowego. 4 – osobowa kadra trenerska (+ Adam Wójcik) jest charakterystyczna raczej dla zespołów NBA, a nie drużyn młodzieżowych! W czasie przerw w meczu można było zaobserwować, że wszyscy trenerzy mają coś do przekazania (Adam Wójcik również), co wcale nie musiało pomagać naszym chłopakom. W tym natłoku rad dobrych wujków mogły ginąć gdzieś najcenniejsze uwagi, co później przekładało się na ostateczny rezultat. Nie wiem jaki klucz decyduje o liczbie i doborze trenerów w poszczególnych rocznikach kadry Polski, ale zabawnym wydawać się może sytuacja, w której kadra juniorów (do niedawna młodzików) ma sztab szkoleniowy liczniejszy od seniorskiej drużyny narodowej!

               Warto zwrócić uwagę na beznadziejną skuteczność naszych zawodników we wrocławskim turnieju. Skuteczność rzutów z dystansu i rzutów osobistych wołała o pomstę do nieba. Niestety nie da się wygrać żadnej imprezy mistrzowskiej, nie dysponując strzelcem wyborowym, który w najtrudniejszych momentach mógłby stanowić alternatywę dla mocno eksponowanych polskich atutów w postaci siły fizycznej Karnowskiego i Niedźwieckiego oraz atletyzmu Ponitki. Słaby dystans, koncentracja rywali na podkoszwych, sprawiały ze momentami nie mieliśmy zadnego pomysłu na grę, a nasi zawodnicy wyglądali, jakby wydawało się im, że siła fizyczna moze zastąpić finezję i skuteczność. Nie moze. Nie przekonuje mnie kandydatura Michalaka na strzelca wyborowego, przy całym szacunku dla tego młodego, utalentowanego chłopaka, czy Koelnera, który błysnął w jednym meczu. Cały turniej graliśmy bez strzelby na obwodzie, co sprawiało, że naszym rywalom łatwiej było bronić się przed siłą podkoszową Polaków, stanowiącą mimo wszystko największą wartość.

               Na przekroju całego turnieju, utkwił mi również jeszcze inny niepokojący obrazek – pokazywane w międzyczasie statystyki ławki rezerwowej (bench scoring), wskaźnika, który przegrywaliśmy z kretesem, w meczu z praktycznie każdym rywalem. Nie da się wygrać turnieju, w którym do rozegrania jest 9 meczów w 11 dni, nie dysponując odpowiednio długą ławką rezerwowych, którzy są w stanie nie tylko godnie zastąpić zawodników pierwszej piątki, ale także wnieść do gry jakiś nowy, dodatkowy pierwiastek. W tym miejscu chciałbym również zaznaczyć słabiutką grę rozgrywających. Żaden zawodnik z trójki: Grochowski, Szymkiewicz, Grzeliński, nie błyszczeli na tym turnieju, na boisku wyglądali jak element, który siłą rzeczy musi w tej drużynie być uwzględniony, a nie jak wartość dodana sama w sobie. Przepraszam bardzo, ale rozgrywający (Szymkiewicz), który gra tak, jakby lewą rękę miał przywiązaną do pleców, czy taki, który w obawie przed stratą (Grochowski, Grzeliński), rozgrywa akcję tyłem do atakowanego kosza, dyskredytuje sam siebie. Przecież wymienione wyżej uwagi, to podstawa koszykarskiego rzemiosła, zwyczajne, koszykarskie ABC! Ciekawe, że cała trójka gra na co dzień we Wrocławiu...

Opublikowano: 01.08.2011 14:50.
Autor: beksztu
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Raz jak dobry kebab na kaca, raz jak bąk puszczony w windzie.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @ABELART Rosjan nikt nie uznawał za faworyta. Fakt, że nie wyszli z grupy, to spore...
  • @MYSZ-A-KYSZ Słów pod uwagę nie biorę, bo to obelg element, za analityka dziękuję -...
  • @ABELART Moment może nie idealny, ale ostateczny. Trenera trzeba zmienić, skoro przez grubo...

Tematy w dziale Sport