Wiem, że podkładam się potencjalnym komentatorem, ale byłem głupi. Głupotą była wiara, że są jeszcze ludzie, którzy walczą o swoje ideały. Precyzując, głupotą było myślenie o Kaczyńskim jako człowieku walczącym o swoje (choć nie moje) ideały.
Po wyrzuceniu "ziobrzystów" z PiSu na dwa dni po prostu zaniemówiłem. Nie byłem w stanie złożyć sensownego zdania. Wiem, wszyscy mówili, że tak będzie, ale we mnie tliła się ciągle głupia nadzieja, że tak być nie musi! Że są ważniejsze sprawy niż przywództwo w partii niż osobiste animozje, niż zagrożona pozycja wodza. Myślałem, że ludzie, których łączy wspólna idea po prostu muszą się umieć dogadać ze sobą - dla sprawy!
Nie posądzałem nigdy JK o nadmierną inteligencję, wyszydzałem go jako genialnego stratega, widząc jego małość i nieprzystawanie do współczesnego świata, myślałem "nic to".
Jedność prawicy zaklęcie powtarzane jak mantra jako główna zasługa Prezesa - i co? Ważna jest tylko jego niekwestionowana władza w partii. Ktoś ośmiela się krytykować Prezesa?! won!
Partia nie służy do realizacji programu, nie jest jej celem zdobycie władzy lub udział w niej. PiS jest tylko gwarantem synekury Prezesa. Tu nie ma miejsca dla myślących inaczej. Nie ma miejsca dla nikogo oprócz wiernych pretorianów. Żadne ideały nie są ważne, gdy zagrożona jest pozycja Kaczyńskiego. Niech Ojczyzna gnije skoro nie potrafi pokochać wodza!
Ave Kaczor!


Komentarze
Pokaż komentarze (20)