Kolejny dzień niezwykłych jak na tę część Europy upałów sprawia, że kompletnie nic się nie chce. Nie tylko mnie zresztą. Wszyscy wokoło jakby tylko czekali na jakiś gwizdek obwieszczający początek wielkich wakacji by wraz z jego brzmieniem skoczyć na główkę do oceanu. Irlandczycy mają generalnie wielki kompleks na punkcie swej deszczowej pogody co objawia się głównie w komplementowaniu i wynoszeniu pod niebiosa każdego, nawet najmniejszego promienia słońca. Tym bardziej więc teraz, gdy żar wali z nieba po naszych nawykłych już do wilgoci łbach, temat pogody nie znika z konwersacji.
W ten upalny czas najlepiej posłuchać głosu wiekowej już reklamy narodowego trunku; Guinness is good for you.
I byle do deszczu



Komentarze
Pokaż komentarze (1)