Chciałbym kiedyś odwiedzić Wielki Guslar, miasteczko leżące podobno w okolicach Wołogdy. Miasteczko, które nadzwyczaj upodobane zostało przez najróżniejsze nadprzyrodzone siły, miasteczko, w którym zwyczajowo lądują przelatujący opodal kosmici, w którym dokonuje się wiekopomnych wynalazków oraz znajduje złote rybki, które w wyniku napromieniowania izotopami pierwiastków radioaktywnych zaczynaja spełniać po trzy życzenia.
A równocześnie miasteczko ludzi zwykłych, takich, któych pamiętamy jeszcze z lat osiemdziesiątych, trochę pijaków, trochę cwaniaków ale w sumie dość poczciwych. Chciałbym mieć okazję do wypicia kieliszeczka i partyjki domina z Pogosjanem i Kacem pod starą gruszą, chciałbym mieć okazję do złożenia wyrazów szacunku profesorowi Lwu Chrystoforowiczowi Mincowi, zamienienia słów paru z inzynierem Udałowem, w końcu z podobnej branży pracującym a nawet pokłócenia się z wrednym emerytem Łożkinem i jego nie mniej wredną żoną. Bo Wielki Guslar na swojej równinie gdzieś w Rosji leży prawda? Tak mi przynajmniej powiedział Wasz pisarz Kirył Bułyczow.
Żeby mieć szansę to kiedys zrobić muszę zadbać o to żebyśmy byli w stanie ze sobą rozmawiać. Nawet jeśli nasze rozumienia świata kompletnie się ze sobą nie pokrywają. Zawsze jest lepiej ze sobą rozmawiać niż do siebie strzelać. Jeżeli kogoś spośród naszych rosyjskich gości uraziłem przepraszam, nie było to moim zamiarem. Rozmawiajmy...a wracając do Wielkiego Guslaru...
Dyżurny rusofob i socjopata Czarek Krysztopa;)



Komentarze
Pokaż komentarze (59)